W olbrzymiej większości nie są bynajmniej na etatach w Moskwie. Pomagają Rosji, ile wlezie - bo chcą. Bo uważają, że tak trzeba. Bo tak się opłaca. Im oczywiście. Bo nie Polsce, ale akurat dla tych pan i panów pojęcie „Ojczyzna”, „interes narodowy”, „patriotyzm” to sformułowania ze Słownika Wyrazów Obcych...(...)
Ci ludzie: politycy, tzw. eksperci, tzw. autorytety moralne, żurnaliści, wychynęli gromadnie zwłaszcza w ostatnim czasie. Hasło „wyjaśnić katastrofę smoleńską” zjednoczyło ludzi o różnych życiorysach, ale teraz reagujących na zasadzie odruchu psa Pawłowa. To znamienne, że wysunięcie choćby pytań czy wątpliwości związanych z tą tragedią wywołuje natychmiast wręcz histerię. Dotyczy to - co charakterystyczne - nie tylko zarzutów podnoszonych, skądinąd słusznie, wobec rządu Tuska, ale w tym samym stopniu pytań o zachowanie strony rosyjskiej. Oto ujawnili się nam w wielkiej ilości ambasadorowie i rzecznicy rosyjskich interesów. Najprostsze pytania do Moskwy, które w innym kraju dotkniętym taką tragedią byłyby normą, standardem, oczywistością - u nas wywołują szaleństwo. Szaleństwo obrony Rosji „w ciemno”, bez żadnej analizy, bez cienia jakiejkolwiek refleksji. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Podstawowe znaki zapytania, których przecież jest mnóstwo, jeśli są zgłaszane publicznie, spotykają się ze strony „partii przyjaciół Rosji” (roboczy skrót PPR...) z paroksyzmem wściekłości, festiwalem nienawiści, panoptikum agresji. Z ręką na sercu: taka sytuacja naprawdę nie byłaby możliwa w żadnym innym kraju członkowskim Unii Europejskiej. To z perspektywy Brukseli widać wyraźnie.
Ta nieformalna, ale zorganizowana i gorliwa „Partia Pomocników Rosji” - lub też „Partia Przyjaciół Rosji” (jak zwał, tak zwał, skrót: PPR jest przecież ten sam...) stosuje różne techniki. Np. moralnego oburzenia, sugerując, że ktoś, kto w ogóle podnosi kwestie wlokącego się śledztwa jest etycznym karłem, nikczemnikiem, osobnikiem opętanym niskimi pobudkami etc. etc. Inna socjotechnika to ośmieszenie tych, którzy dążą do prawdy. Macierewicz czegoś tam żąda? Ależ to, proszę Państwa, skutek upałów... To dosłowny cytat z wypowiedzi hunwejbina PO z Bydgoszczy, posła Olszewskiego (skądinąd jest tam swoisty „genius loci”: Sikorski, domagający się „dorżnięcia watah” to też przecież parlamentarzysta z tego miasta). Wreszcie pseudoargument „racji stanu”: odbudowujemy przecież stosunki z silnym państwem Rosją, a tutaj niepotrzebnie opozycja wsadza kij w szprychy rządowego roweru, podnosząc sprawę tragedii, która wszak już się nie odstanie. Takich metod i socjotechnik jest więcej. Ale cel jest jeden: pomóc Rosji. Choćby na złość „Kaczorowi” i „PiS-iorom”. I tak właśnie setki „intelektualistów”, polityków i dziennikarzy dopisuje zbiorowo kolejny rozdział do książki Aleksandra Bocheńskiego „Dzieje głupoty w Polsce”... Źródło: Gazeta Polska |