Strona główna » Znowu nadchodzi koniec PiS-u

Znowu nadchodzi koniec PiS-u

Jak daleko sięgam pamięcią (a nie jest to bynajmniej blisko), ostateczny koniec PiS-u przenikliwi analitycy wieszczyli zawsze w okresie przedwyborczym. Mniej więcej na około trzy miesiące przed terminem wyznaczonym przez prezydenta, w partii Jarosława Kaczyńskiego zaczynała się agonia. Kończyła zaś partia umieranie tuż po wyborach, żwawo przystępując do rządów lub opozycji i wtedy ci sami przenikliwi analitycy jakby mimochodem przechodzili do porządku dziennego wobec tego cudownego w końcu uzdrowienia. No, ale trudno wymagać od przenikliwych analityków, żeby analizowali sprawy metafizyczne. W każdym razie krótka pamięć przenikliwych antypisowskich analityków jest ich cechą charakterystyczną.

Przyczyny, dla których PiS zawsze upada przed wyborami, są generalnie dwie. Pierwsza jest zabójcza w swojej prostocie i sprowadza się do przenikliwej analizy sondaży, w których przenikliwi analitycy zręcznie wyłapują śmiertelną dla PiS-u tendencję. I ta tendencja ma powodować kompletny upadek ducha w pisowskim ludzie, co nieuchronnie prowadzi go na zatracenie. Czyli jest odwrotnie niż w czytankach dla dziatwy szkolnej - kiedy nadchodzi koniec PiS-u, nadzieja umiera pierwsza.

Druga hipoteza najczęściej występująca to jest sam prezes Jarosław Kaczyński, który jest według przenikliwych analityków najgorszym przekleństwem ciążącym nad tym szlachetnym ugrupowaniem. Tu muszę się chwilę zatrzymać: wszyscy – ale to wszyscy, co do jednego! - przenikliwi analitycy są zgodni, że PiS bez Kaczyńskiego byłby dla Polski dosłownie skarbem narodowym nie do przecenienia i wzorcem demokracji partyjnej dla świata. Po czym przenikliwi analitycy z imponującą jednomyślnością dochodzą do wniosku: gdyby PiS pozbył się swego nikczemnego prezesa, to automatycznie niemal otwiera się przed tą partią szeroka i przestronna droga, po której w podskokach i z radosnym uśmiechem może podążać do władzy. Niestety, wraży Kaczyński psuje wszystko.

Oczywiście, ktoś mógłby pomyśleć, że skoro wśród przenikliwych analityków panuje zgoła podejrzana jednomyślność, to gdzie pluralizm, ścieranie się opinii, ważenie racji i tym podobne atrybuty bezstronnych ekspertów, dzięki którym cieszą się oni takim zaufaniem? Otóż są takie, a jakże. I chociaż przy analizie kolejnego ostatecznego upadku PiS-u zawsze są zgodni co głównej konkluzji ich naukowej analizy (PiS musi upaść), to w szczegółach różnią nieraz drastycznie.

Nie każdy zapewne zauważył, że koniec PiS-u poprzedza zawsze głęboki podział w szeregach partii, który już, już ma skutkować niszczącym rozłamem, schizmą i otwartym buntem przeciwko prezesowi. Właśnie w tych personalnych szczegółach przenikliwi analitycy się różnią, przeważnie różnica zdań dotyczy, kto ma być Brutusem, który zada ostateczny polityczny cios. A także – rzecz jasna – kto jest delfinem.

W tym roku mamy także pewien dysonans poznawczy dotyczący jednej ze stałych przyczyn końca PiS-u, gdyż pewien odłam przenikliwych analityków mianował lud pisowski sektą i upiera się, że nie opuszczą swojego guru, choćby wszy po ścianach na Nowogrodzkiej chodziły. Zatem nie można brać pod uwagę utraty ducha z powodu marnych sondaży, jak by chciała zachowawcza frakcja przenikliwych analityków. Żadna grupa na razie nie zdobyła wyraźnej przewagi.

Podobnie jak przed każdymi wyborami, tak i teraz prorokują przenikliwi analitycy, że koniec PiS-u ma nastąpić, gdyż prezes jest staroświecki i ma ponoć ten sam program, co miał niedawno. A wiadomo przecież nie od dzisiaj, że tylko krowy nie zmieniają programów. W związku z tym jak zwykle ma nastąpić spadek zaufania do prezesa wśród jego wiernych wyborców na zasadzie – a co to za prezes, co nie potrafi wymyślić choćby raz na rok nowego programu?! Po ewentualnych przegranych wyborach oczywiście, jak przy poprzednich ostatecznych upadkach PiS – mają nastąpić bratobójcze wojny o schedę, skrytobójcze podchody i w ogóle coś na kształt panicznego chaosu w Sajgonie tuż przed ewakuacją US Army. A potem już tylko powolny rozkład struktur partyjnych, jak to zwyczajnie przy każdym upadku.

No, nie można powiedzieć, są elementy nowe, jeszcze nie ćwiczone. W trakcie przerwy pomiędzy wyborami przenikliwi analitycy nie zasypiają gruszek w popiele i w ciężkim trudzie dochodzą do nowych odkryć. Doszła na przykład hipoteza, że prezesa ma pogrążyć odmowa debaty z adwersarzem na neutralnym do szpiku kości terenie, jakim jest Tefauen, światowy wzorzec dziennikarskiego obiektywizmu.

Natomiast jest znamienne, że po raz kolejny przy upadku PiS-u zabraknie  stałego niegdyś chwytu przenikliwych analityków, a mianowicie mrożącej krew w żyłach afery finansowej w najbliższym otoczeniu prezesa. Niestety, ku zgrozie przenikliwych analityków ten argument zgrał się do cna, a co gorsza – pod koniec czterech lat rządu Platformy Obywatelskiej, wszelkie finansowe i gospodarcze szwindle kojarzą się z najbliższym otoczeniem premiera Donalda Tuska i nim samym. Wbrew pozorom, ciężkie jest życie przenikliwego analityka.

http://seaman.salon24.pl/338903,znowu-nadchodzi-koniec-pis-u






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334