Strona główna » Znowu gra w oskarżanie nieżyjących pilotów Tu-154 M. "Makabryczne równanie z już założonym wynikiem: winni piloci"

Znowu gra w oskarżanie nieżyjących pilotów Tu-154 M. "Makabryczne równanie z już założonym wynikiem: winni piloci"

Po co ta zwłoka w publikacji raportu komisji Jerzego Millera, badającej przyczyny tragedii smoleńskiej? Odpowiedź powoli się wyłania. Chodzi najprawdopodobniej o to, by jeszcze raz, jak zwykle bez żadnej reakcji państwa, zrobić jeszcze jedną rundkę, kolejne okrążenie w makabrycznej rosyjskiej grze pod tytułem "winni piloci".

W państwie gdzie prokurator próbujący uzyskać dodatkową wiedzę w sprawie 10/04 od Amerykanów odsuwany jest od śledztwa i oskarżany o "współpracę z obcym mocarstwem", możliwa jest chyba tylko jedna wersja przyczyn tragedii tupolewa z polską elitą na pokładzie. Wersja oczyszczająca stronę rosyjską. Nawet jeśli nie da się tego zrobić w oficjalnych dokumentach, to trzeba wbić to Polakom i światu do głowy.

Gdy pada więc jedna wersja, gdy jasne stają się absurdy twierdzeń o czterech podejścia do lądowania, o naciskach na pilotów, o pijanym generale, o kłótni przed startem, gdy to wszystko pada, błyskawicznie montuje się kolejną. Przedostatnią była wersja o błędnie wciśniętym przycisku "Uchod" - automatyczne odejście. Miał rzekomo nie mieć prawa działać na lotnisku pozbawionym systemu automatycznego naprowadzania ILS. Ale Antoni Macierewicz skutecznie ją obalił, wykazując, że w podręcznikach pilotażu na TU-154 M wyraźnie zapisano iż przycisk ten działał nawet na lotniskach bez ILS. Tezę tę obaliły także eksperymenty na bliźniaczym tupolewie. Tam samolot odchodził. Wtedy zapanowała konsternacja. Sypała się wersja, już założona, tak wygodna, pozwalająca zwalić wszystko na sp. kapitana Arkadiusza Protasiuka.

Co więcej, prawda ta zaczynała przebijać się do Polaków. A więc - trzeba zrobić kolejną rundkę w tańcu na smoleńskich grobach.

I dzisiaj taki właśnie dzień. Kiedy premier czeka na najdłuższe w historii tłumaczenie, gdy manipuluje się terminem ogłoszenia raportu, polskie wydanie "Newsweeka" ogłasza, że odejście nie udało się, bo przycisk wcześniej nie został "aktywowany". Takie mają być rzekomo ustalenia komisji Millera. Czy to prawda? I dlaczego nigdy wcześniej "aktywowanie" nie pojawiło się w rozważaniach członków komisji czy Edmunda Klicha, szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych na ten temat - nie wiadomo.

Wszystkie fakty świadczą, że przycisk "UCHOD" powinien był zadziałać, tak jak zadziałał w bliźniaczym tupolewie o numerze 102. Tak jak było to opisane w instrukcjach z których uczyli się piloci.

Gazeta.pl twierdzi:

Komisja Millera przeprowadziła jednak eksperyment na drugim polskim tupolewie i okazuje się, że przycisk "uchod" zadziałałby także na lotnisku bez ILS. Piloci mogli tego nie wiedzieć, bo takich informacji nie było w oficjalnej instrukcji TU-154M. - Piloci mogliby się o tym dowiedzieć podczas szkoleń na symulatorach, ale niestety takich szkoleń nie mieli - ujawnił gazecie jeden z członków komisji.

A więc kiedy pada jedna wersja - że nie miał prawa zadziałać, pojawia się druga, także obarczająca pilotów. Kiedy i ta zostanie podważona, pojawi się trzecia.

Trudno uciec od pytania, czy to wszystko nie jest makabrycznym równaniem z już założonym wynikiem: winni piloci.

Przypomnijmy jak o sprawie mówił w rozmowie na naszych łamach Antoni Macierewicz:

Wróćmy do poszukiwania przyczyn tragedii. Wiemy, że guzik „uchod", wbrew twierdzeniom niektórych ekspertów, zadziałał w czasie eksperymentu na bliźniaczym tupolewie mimo braku systemu ILS na ziemi. A to ten przycisk wcisnęli piloci w Smoleńsku decydując się na nie podejmowanie próby lądowania i odejście. Wcześniej pana zespół parlamentarny ujawnił, że w materiałach szkoleniowych dla pilotów jest wprost zapisane, że przycisk ten powinien zadziałać bez względu czy na lotnisku jest czy nie ma systemu ILS. Bo działa na innych zasadach. Gdzie w związku z tym powinniśmy szukać przyczyn tragedii smoleńskiej? W naprowadzaniu przez Rosjan?

Dokładnie. Wbrew licznym przekłamaniom przycisk „Go-around" – „uchod" działa bez ILS. Dotychczasowy obraz wydarzeń, bez przesądzania ostatecznego, wskazuje na to iż mieliśmy szereg działań, z których każde z osobna mogło doprowadzić do tragedii. Części z nich udało się pilotom uniknąć.

Na pewno fałszywe naprowadzanie, na polecenie z Moskwy było sytuacją, która mogła skończyć się katastrofą. Na pewno nie zadziałanie przycisku „Go-around" – „uchod", samo w sobie mogło zakończyć się katastrofą.

Ale to co zdecydowało o tragedii ostatecznie, to zupełne wyłączenie dopływu zasilania na wysokości 15 metrów, co było bezpośrednią przyczyną katastrofy. Chociaż nie wiemy jeszcze czym to było spowodowane, dlaczego zostało wyłączone wszelkie zasilanie.

Świadkowie z zewnątrz zwracają uwagę na nienormalny, przerywany, świszczący etc. głos silnika. Innymi słowami, zwracają uwagę na jakieś dramatyczne zaburzenia pracy silnika w ostatnich 2-3 sekundach. I na to, że silnik zamilkł przed ostatecznym momentem katastrofy. Tu trzeba szukać technicznych, a może i innych, przyczyn tragedii.

Na pewno wszystkie inne wątpliwości pozostały wyłączone i obecnie są dwie: albo to była awaria albo to był zamach.

Ale w tej grze chyba naprawdę nie chodzi o prawdę. politycy PO już kilka minut po publikacji Białej Księgi Zespołu Antoniego Macierewicza wiedzieli, ze to "zawracanie ludziom głowy w wakacje". A lewicowi komentatorzy spekulacje "Newsweeka" uznali za prawdę potwierdzoną. Jest też ona powielana na każdym z możliwych portali. Bez cienia wątpliwości.

wu-ka

 http://wpolityce.pl/view/15175/Znowu_gra_w_oskarzanie_niezyjacych_pilotow_Tu_154_M___Makabryczne_rownanie_z_juz_zalozonym_wynikiem__winni_piloci_.html

 






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334