Strona główna » Ziemkiewicz: gdzie ja żyję?

Ziemkiewicz: gdzie ja żyję?

Zabawna ciekawostka: po tym, jak Kinga Dunin zrecenzowała zbiorczo w wiadomej gazecie mojego Zgreda i Dolinę Nicości Wildsteina, oczywiście krytycznie, wiele zupełnie od siebie niezależnych osób uznało za stosowne poinformować mnie: – Widziałeś, w „Wyborczej” cię chwalą! – Co ty mówisz, chwalą – odpowiadałem – przecież wprost i wyraźnie odmawia mojej powieści wartości, pisząc w trybie warunkowym, że mogłaby to być dobra książka, gdyby…

I tu znajomi patrzą na mnie jak na nierozgarnięte dziecko i tłumaczą: – No co ty, przecież inaczej nie mogła, przecież to jasne, że musiała najpierw napisać, że to wrogie, pozbawione wartości i tak dalej, no, to MUSIAŁA – ale czytaj do cholery między wierszami, gdzie ty żyjesz? 

Oczywiście, pamiętam, że kiedyś tak było. Ceną za to, że w ogóle na jakiś temat coś się ukazało, były rytualne frazy i zaklęcia, że niesłuszne, że wrogie i generalnie jesteśmy przeciw. Orwell czy inni klasycy ukazywać się mogli tylko z idiotycznymi, odkręcającymi ich wymowę wstępami Sandauera czy Sadkowskiego, i jasna sprawa, że nikt na to nie zwracał uwagi (rzecz dotyczyła zresztą nie tylko polityki, ale też, np., uznanej za szkodliwą, zachodniej kultury popularnej). Ale cytowane wyżej rozmowy, może Państwo nie uwierzą, odbywałem teraz z ludźmi młodszymi ode mnie, którzy „pryl” pamiętać mogą ledwie co, a rzecz uznają za oczywistą. Zjechała? No przecież MUSIAŁA, ale wszystko, co trzeba, przemyciła!

Gdzie ja, faktycznie, żyję? Z powrotem w „prylu”? A jeśli, to w którym? Za późnego Jaruzela, w czasach, gdy, jak to ujął pułkownik Garstka, „wstąpienie do Partii było wyborem sytuacyjnym, a nie ideowym”, gdy nikt już nawet w kierownictwie PZPR nie wierzył w żaden komunizm czy realny socjalizm, ale też nikt tam jeszcze nie wierzył, że „legalna władza” realizująca geopolityczną konieczność i ciesząca się niezłomnym wsparciem sojuszników może kiedykolwiek zostać od władzy i koryta odstawiona?

Czy może za Gierka, puszącego się, że Polska jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata, pierwszorzędnym graczem światowej polityki pośredniczącym między Wschodem a Zachodem (a jakże, wszak Breżniew spotykał się w Warszawie z prezydentem Francji, a i prezydent USA nas odwiedził) i że tyle się wszędzie buduje, podczas gdy państwo i społeczeństwo się rozkładało, a rosła lawinowo piramida długów?

A może nawet jeszcze wcześniej, gdzieś za późnego Gomułki i Moczara, skoro jeden sąd wysyła lidera opozycji na przymusowe badania psychiatryczne, a przed innym prawnik Agory urządza deliberacje nad „prawdziwym nazwiskiem” i pochodzeniem Jarosława Marka Rymkiewicza?

W sobotę przed zaśnięciem pstrykam na chwilę pilotem telewizora (tak, to zasadnicza różnica, przyznaję: wtedy telewizorów z pilotem nie było) – leci festiwal Piosenki Radzieckiej z Zielonej Góry, jak przed laty. Pstrykam w niedzielę po obudzeniu, by zobaczyć, czym braunowa telewizja reedukuje niegdysiejszych widzów mojego „Antysalonu” – a tam nostalgiczny program redaktora Walenciaka z „Przeglądu” o tym, jak w tym „prylu” dobrze bywało. Bo z absurdów i niedomagań PRL wiedzie nas wspomniany program prostą ścieżką do pointy, którą ostatecznie łopatologicznie wykłada sympatyczny niegdyś aktor Kowalewski. Śmiano się i krytykowano je, i cenzura na to pozwalała. A teraz żyjemy w jeszcze gorszym i groźniejszym absurdzie, np. „te pochodnie na Krakowskim Przedmieściu”, i z tego nikt nie szydzi, nikt nie krytykuje!

Gdzie ja, panie doktorze… A, już pytałem.

http://niezalezna.pl/13485-ziemkiewicz-gdzie-ja-zyje






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334