Strona główna » Zarzuty? Nie powód, by odchodzić

Karapyta dla "Gazety": Zarzuty? To nie powód, by odchodzić
 Rozmawiała Małgorzata Bujara

- Postawienie zarzutów nigdy nie jest powodem do tego, by odejść. Marszałek podlaski także miał zarzuty i nie odszedł - mówi Mirosław Karapyta, marszałek podkarpacki. Mirosław Karapyta jest podejrzany o korupcję.

We wtorek w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie dostał siedem zarzutów. Dzień później został aresztowany, ale sąd uznał, że marszałek może wyjść na wolność po wpłaceniu 60 tys. zł poręczenia majątkowego. W czwartek Karapyta opuścił mury lubelskiego aresztu.

Małgorzata Bujara: Czy nie uważa pan, że w takiej sytuacji, dla dobra województwa, należałoby złożyć rezygnację?

Mirosław Karapyta: Dla mnie ważnym problemem dla województwa w kontekście tej sprawy była groźba zablokowania środków unijnych - dziś wiemy, że nie ma takiego niebezpieczeństwa. A znamy w kraju przypadki, w których osoba publiczna była najpierw oskarżana, a potem uniewinniana. Nie bez powodu biorę wysokiej klasy mecenasa, który na wstępie ocenił zarzuty i powiedział, w jaki sposób należy teraz w prokuratorskim śledztwie postępować.

Wszystko to nie znosi tego argumentu, że marszałek, na którym ciążą poważne zarzuty, działa na niekorzyść wizerunku regionu.

- A co to znaczą "ciążą"? Na lewym ramieniu, na prawym? Mówi pani, że ludzie negatywnie oceniają to całe wydarzenie? Ale czy to zostało poprzedzone jakimiś badaniami? Bo ja znam wiele głosów ludzi, którzy w to nie wierzą.

To nie jest kwestia wiary. Zarzuty prokuratorskie są faktem.

- Postawienie zarzutów nigdy nie jest powodem do tego, by odejść. Marszałek podlaski także miał zarzuty i nie odszedł.

A co z wizerunkiem województwa podkarpackiego?

- Na województwo i na jego funkcjonowanie to nie rzutuje. A na odbiór? Tylko medialny. A jeżeli weźmiemy media, to jest różny kaliber tego, w jaki sposób się to przedstawia.

Czyli pan nie przejmuje się tym, że województwo będzie odbierane przez pryzmat tej sprawy, dopóki pan będzie marszałkiem.

- Dopóki będę marszałkiem albo dopóki nie pojawią się inne sprawy, inne wątki, które mogą być większej wagi.

Co pan ma na myśli?

- Nie wiem, jaka będzie afera i co zaobserwuje wtedy społeczeństwo.

Wie pan o jakiejś aferze, która może przesłonić tę obecną?

- Za dużo pani pyta.

Ma pan kilka zarzutów korupcyjnych: przyjmowania korzyści finansowych i osobistych, seksualnych.

- I do wszystkich się odniosłem podczas przesłuchania. Nie przyjmuję ich. Do każdego z nich złożyłem konkretne wyjaśnienia.

To w takim razie ktoś sobie coś wymyślił, spreparował dowody?

- Nie, na pewno są jakieś materiały dowodowe. Ale jest kwestia ich interpretacji, czy to była np. korzyść majątkowa czy pomoc. Rozmowy pewne były i ja oczywiście nie unikałem pewnych rzeczy, nie mówię, że nie kontaktowałem się z panem X czy panem Y, panią X czy panią Y. Tylko pytanie, co było następstwem tych kontaktów.

Czyli przyjmował pan jakieś pieniądze od pana X, ale to nie była łapówka?

- Jeszcze raz mówię: nie znamy materiałów dowodowych. Ani ja, ani mecenas ich nie znamy.

To zapytam konkretnie: czy od prezesa firmy z Przeworska przyjął pan 30 tys. zł w zamian za przyspieszenie wypłaty dotacji?

- Dlaczego pani zadaje mi takie pytania? Ja na to odpowiedziałem pani prokurator.

A te wątki obyczajowe? Czy były sytuacje, o których mówi prokuratura, czyli przyjmowania korzyści seksualnych?

- Pani znów pyta jak prokurator, ja nie mogę na to odpowiadać. Odpowiedziałem już na te pytania w prokuraturze.

W czwartek opuścił pan areszt, wiele osób sądziło, że nie przyjdzie pan w piątek do pracy. Był pan na czołówkach wszystkich mediów w bardzo niekorzystnym świetle. Jak pan znosi psychicznie tę sytuację?

- Trzeba pamiętać, że nie jestem sam. A jak się czuje moja rodzina? Jak ja się czuję? A jak mam się czuć? Mam za sobą czas spędzony w areszcie. Oczekiwanie półtorej godziny na sikanie, zanim klawisz otworzy celę. Bure ściany z różnymi napisami, drzwi z kratami, bez ubikacji, bez umywalki, trzy prycze betonowe, stolik taki przy oknie przykręcony czterema śrubami. Wozili mnie na kogucie, w kominiarkach, paparazzi wisieli na płotach.

Sfotografowali pana po opuszczeniu aresztu. W dresie, z reklamówką, w jakichś łapciach. Patrząc na te zdjęcia, myślałam także o tym, że to jest fatalna wizytówka województwa podkarpackiego.

- Ma pani prawo do tego.

W lutym funkcjonariusze CBA przeszukali pański gabinet i mieszkanie. Spodziewał się pan zatrzymania? Tego, że zakują pana w kajdanki, że będzie pan bez sznurówek, bez paska?

- Spodziewałem się zatrzymania i złożenia wyjaśnień. Tyle.

Powiedział pan bardzo dużo gorzkich słów pod adresem ludzi z PSL. A co oni mieli zrobić? Czego pan się spodziewał, na co pan liczył?

- W formacji PSL obowiązuje takie sformułowanie: kolega, koleżanka. Nie odczułem żadnej reakcji koleżeńskiej. Nikt się z moją żoną nie skontaktował, nie poznał okoliczności, dlaczego mnie zatrzymali, gdzie, co się stało. Ich jedyną reakcją było oczyszczenie partii - i ja im to ułatwiam. Oczyszczenie partii nastąpiło poprzez moje odejście.

Zrobił pan dla partii to, co powinien zrobić dla województwa.

- To inna sprawa, inne poczucie obowiązku, inny kaliber.

Źródło: Gazeta.pl Rzeszów






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334