Strona główna » Suwerenność przesadna, czyli 7615 dni

Suwerenność przesadna, czyli 7615 dni

30 lat temu trzecia niedziela Adwentu, niedziela Gaudete - Radości była w Polsce dniem wprowadzenia stanu wojennego. Jest to rocznica znamienna, by nie powiedzieć doniosła. Sprawić mogła radość wszystkim wyznającym co najmniej od początku XVIII wieku przekonanie, że „Polakom nie można pozwolić, żeby rządzili się sami”. Po śmierci bowiem Jana III Sobieskiego, który był prawdopodobnie ostatnim polskim monarchą w odniesieniu do którego określenie „suweren” nie było jeno żałosnym epitetem, obca agentura mogła już swobodnie hulać po Polsce, rozstawiając figury na tutejszej szachownicy. Zwykle oczywiście przy aktywnej współpracy polskich obywateli, których, co zdumiewało rosyjskiego ambasadora w Warszawie, można było nadzwyczaj tanio pozyskiwać.

Od Jana III Sobieskiego mieliśmy bardzo krótkie okresy, którym można przypisać cechę bezprzymiotnikowej suwerenności. W sensie ścisłym właściwie tylko jeden: dwudziestolecie międzywojenne. 7615 dni, które upłynęły od Dnia Niepodległości do sowieckiej inwazji 17 września, przekreślającej ostatnią nadzieję na ocalenie Polski. Czas, w którym Polska została podniesiona z nicości, posklejana z odłamków i wyprowadzona na ścieżkę wzrostu przez Ludzi z Klasą. Ludzi, którzy mieli bardzo różne poglądy polityczne, ale którzy suwerenności Polski nie traktowali jako poglądu politycznego, tylko jako podstawę Racji Stanu.

Oczywiście próbę likwidacji suwerenności „bękarta Traktatu Wersalskiego” podjęto bardzo szybko, starając się płomień bolszewii zanieść do Berlina i dalej. Na drodze wszechświatowej rewolucji stanęli jednak Ludzie z Klasą, wsparci przez Naród z Klasą i razem dokonali cudu, zwanego powszechnie cudem nad Wisłą. Marzenia licznych bojowników rewolucji, w tym ojca pana redaktora Michnika i ojca pana prezesa Smolara musiały zatem poczekać trochę dłużej, bo aż do 17 września 1939 roku, owe wspomniane 7615 dni.

Potem nadeszły długie lata bez suwerenności albo z udawaną suwerennością, z jednym wszak interesującym wyjątkiem, zwanym dzisiaj karnawałem „Solidarności”. To wydarzenie mogę już opisywać na podstawie własnego doświadczenia. Zaczęło się w istocie w pewien październikowy wieczór roku 1978, kiedy siedzieliśmy na piętrze naszego wiejskiego domu i usłyszeliśmy krzyk naszego ojca biegnącego z parteru: „Polak został wybrany Papieżem !” Miałem wtedy 13 lat i nie zrozumiałem zapewne, ale bezbłędnie odczułem, że tak jak dotychczas już dłużej nie będzie.

Odczucie nie tylko moje, ale milionów Polaków zamieniło się w pewność w czerwcu następnego roku, kiedy pod oknem Kurii krakowskiej, a potem na Błoniach wśród setek tysięcy innych słuchaliśmy jak Polak wybrany Papieżem odzyskiwał dla nas skradzione słowa, przywracał im pierwotne znaczenie. A mówił „jak ten który ma władzę”, zupełnie jakby przemawiał w imieniu jedynego prawdziwego Suwerena. Nastąpił czas dojrzewania słów. Czy zwrócili Państwo uwagę, że każda udana rewolucja MUSI rozpocząć się od zdobycia władzy nad słowami, nad ich znaczeniem ?

Czas dojrzał i Polacy zbudowali dla siebie szczególnego rodzaju suwerenność. Wbrew obowiązującej od ponad dwustu lat zasady, że „nie można im pozwolić, żeby rządzili się sami”. Stało się to w sposób tak niezwykły, że dotychczasowe doświadczenia w tłumieniu polskich dążeń do wolności okazały się chwilowo bezwartościowe. Bo w końcu suwerenność państwowa, zewnętrzna była nadal fikcją, natomiast „Solidarność” stworzyła dla milionów ludzi obszar suwerenności wewnętrznej, do której sterowana z zewnątrz władza nie potrafiła sięgnąć. Mimo znacznego infiltrowania przez służby specjalne, „Solidarność” była skonstruowana w sposób tak głęboko demokratyczny, że pozostawała nie do zdobycia od wewnątrz. Poziom pomocy, jaki jedni Polacy świadczyli innym, czasem kompletnie nieznanym, byłby dla współczesnych uczestników wyścigu szczurów niewyobrażalny. Natomiast przyjęcie do wiadomości uniwersalnej i oczywistej skądinąd prawdy, że „telewizja kłamie” uczyniło wspólnotę odporną na manipulację medialną.  Ten stan wewnętrznej suwerenności Polaków był nie do przyjęcia przez obcą, w tym wypadku sowiecką agenturę, trzeba było zatem „Solidarność” rozbić, a pozostałe resztki zmanipulować. Na ulice wyjechały czołgi. A ponieważ Breżniew nie zamierzał w Polsce interweniować, a nawet liczył się już wtedy z przejściem Polski na stronę Zachodu, czołgi te musiały nosić polskiego Orła. Użycie naszego godła do stłumienia najlepszej rzeczy jaką Polacy w ciągu ostatnich kilku wieków stworzyli, wznosząc się nad typową dla siebie podejrzliwość i zawiść, pozostanie przejawem wyjątkowej podłości sowieckiego agenta w mundurze polskiego generała, oraz jego świty.

Dlaczego Jaruzelski zdławił „Solidarność”, skoro zajęci w Afganistanie Sowieci sami wejść nie zamierzali, a dla wszystkich rozumiejących trochę lepiej sytuację było jasne, że system komunistyczny gnije ? Już za kilka lat komunizm w starym stylu zaczął się walić na całego i w końcu Polska formalnie odzyskała Niepodległość. Czy także suwerenność ? Byłoby to pewne, gdyby władzę w Wolnej Polsce objęła tamta „Solidarność” z 1981 roku. Ale jej już nie było. Dziesiątki, a może setki zabitych, tysiące internowanych i zwolnionych z pracy, co najmniej dziesiątki tysięcy emigrantów. I kontraktowa, limitowana przez agenturę opozycja, z którą ta sama agentura dogadała się w 1989 roku co do nowego układu.

Z drugiej strony ironia losu polega na tym, że w chwili kiedy Polska zaczęła odzyskiwać formalnie prawo dostępu do zachodniej Europy (Michnikowe media ukuły nawet pojęcie „wchodzenia do Europy”, zupełnie jakby Polska kiedykolwiek z Europy wyszła), Europa zaczęła się już otwarcie i na całego doprowadzać do stanu cywilizacyjnego upadku. Dlaczego i w jaki sposób, to temat na inną opowieść, w której główne zagadnienia nazywają się Przykazania Boże oraz grzechy główne, ze szczególnym uwzględnieniem Pychy, Chciwości i Nieczystości. Dodatkowo, zaczęliśmy wstępować w struktury europejskie dokładnie w chwili, kiedy te struktury rozpoczęły żmudny proces redukcji suwerenności swoich członków.

7615 dni. Interesująca zbieżność dat powoduje, że tyle samo dni upłynęło też od wyborów czerwcowych do katastrofy smoleńskiej. Czy ta zbieżność ma znaczenie symboliczne ? Katastrofa smoleńska staje się kluczową datą, bo cokolwiek byśmy myśleli o Prezydencie Kaczyńskim, jak byśmy oceniali jego podpis pod Traktatem Lizbońskim, możemy być pewni, że suwerenność Polski była dla niego ważniejsza niż poklepywanie po pleckach przez Cesarzową z Zachodu. Albo przez Cara ze Wschodu, zależnie od aktualnej konfiguracji. Od 10 kwietnia 2010 roku pełnię władzy w Polsce mają ludzie, dla których polska suwerenność jest już tylko wartością umowną, żetonem w kontynentalnej grze. A że gracze z nich nienajlepsi, żeton wyląduje wcześniej czy później w szufladzie Cesarzowej. Zaś minister Radek będzie się uśmiechał jak przedszkolak, któremu pani wręczyła większego lizaka niż pozostałym kolegom. „Raduś, Europa mówi tobą …”

Czy można się za to wszystko złościć ? W końcu wielu polskich wyborców głosowało na obecny rząd, a przecież ta władza to nie są ludzie znikąd, ludzie niesprawdzeni. To ta sama ekipa sprzedawała kilkanaście lat temu polskie fabryki według prostych zasad: jak najszybciej, jak najtaniej, najlepiej obcemu kapitałowi. Zarazem odmawiając konsekwentnie uczciwej reprywatyzacji i głębokiego uwłaszczenia Polaków, czyli zbudowania tutaj systemu rynkowego w oparciu o ludzi, którym na Polsce mogłoby zależeć. Przymykanie oka na przekręty powodowało z kolei, że jeżeli już kapitalistą zostawał Polak, to jakże często był to zwykły łobuz i krętacz. Czy po takim początku trudno się dziwić, że wielu polskich pracowników wolałoby dziś pracować w firmie będącej własnością Niemców niż własnością Polaków ? Robili Państwo kiedyś taki sondaż ? A przecież podobny pogląd przenosi się w umysłach prostych ludzi bezpośrednio na sprawy polityki.

Sen „Solidarności” został gwałtownie przerwany 30 lat temu i pewnie nie ma już do niego powrotu. Może być i tak, że Polski w starciu globalnych potęg nie stać na luksus suwerenności. Ale jeżeli tak jest, niech powiedzą to otwarcie, niech przestaną drwić z naszej inteligencji. Wprowadzenie wspólnej waluty w części Europy musiało oznaczać dążenie do jednego Państwa, bo król tylko wtedy jest suwerenny, jeżeli ma prawo bicia własnej monety. To abecadło polityki i ekonomii i architekci strefy Euro z pewnością wiedzieli to od samego początku. A słabe kraje, które zapomniały o tej prostej zasadzie, muszą teraz za to zapłacić. Tyle, że Polska NIE JEST w strefie Euro, a to oznacza, że płacić też nie musi. Że ciągle ma wybór.

Jeżeli mimo wszystko mamy naszą Suwerenność poświęcić, powinniśmy chyba wiedzieć, czy warto, za co warto i czy można ufać akurat Niemcom, których poprzednie rozpoczęte w XX wieku próby jednoczenia Europy (1914 i 1939) zakończyły się katastrofami. Czy Cesarzowa Aniela stanie jak kiedyś Święta Joanna z mieczem w dłoni i będzie wołać: „do mnie bracia chrześcijanie, do mnie, trzeba nam bronić razem wieńca naszej Pani i Królowej, wieńca Maryi z gwiazd dwunastu, który jest koroną naszej Unii. Którego gwiazdy nazywają się Pokora, Ubóstwo i Czystość. Bo nadszedł czas ostatecznej konfrontacji globalnych cywilizacji, a my dzieci Maryi, uczniowie Chrystusa, jesteśmy powołani, żeby zanieść Jego światło na krańce Ziemi !”

Wierząc w takie wezwanie byłbym gotów poświęcić wiele, może nawet suwerenność Narodu. Nie zawsze były na świecie Państwa narodowe i pewnie nie zawsze będą. Jednak coś tak ważnego, jak Naród można poświęcić tylko dla czegoś jeszcze ważniejszego. Dla Prawdy, dla Dobra, dla Zbawienia. A na razie mam wrażenie, że ofiary jakie poszczególne kraje miałyby składać będą służyć czemuś zgoła przeciwnemu. Temu, żeby trzecia, rozpoczęta w XX wieku przez Niemcy próba jednoczenia Europy tym razem się im powiodła, niezależnie od kosztów. I temu, żeby jak najdłużej odwlec moment ostatecznego upadku, moment końca zabawy. Titanic tonie, orkiestra gra. Bo poza wszystkim innym, żadne zabiegi jednoczenia Europie nic nie pomogą, dopóki pozostanie ona wspólnotą Pychy, Chciwości i Rozpusty.

(PJ)






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334