Strona główna » „Średnie miasta, są takie średnie miasta …”

„Średnie miasta, są takie średnie miasta …”

PIOTR JUNGIEWICZ: W ostatnią sobotę października uczestniczyłem w ważnej uroczystości poświęcenia w Sanoku pomnika świętego Zygmunta Gorazdowskiego. Uroczystości niezwykłej i godnej, której przewodniczyło aż dwóch arcybiskupów - ksiądz Michalik z Przemyśla i ksiądz Mokrzycki ze Lwowa. Arcybiskup Mokrzycki wygłosił piękną homilię o drodze świętego Zygmunta na sam szczyt chrześcijańskiej „kariery” oraz o znaczeniu tej drogi dla nas dzisiaj. Co prawda, mieszkając we Lwowie, nie był chyba należycie poinstruowany o tym, czego nie wolno biskupom w Polsce w dziedzinie nauczania moralnego związanego ze stanowieniem prawa. Pewnie dlatego pozwolił sobie zwrócić uwagę wiernych na piramidalne oszustwo, jakim jest przedstawianie działań antyludzkich, jak eutanazja czy zapłodnienie in vitro tak, jakby wynikały one z wartości chrześcijańskich - z prawa do godnej śmierci czy z umiłowania życia.

Cieszę się ogromnie, że moje miasto, jego samorząd i mieszkańcy byli zgodni nie tylko w sprawie budowy pomnika świętego Zygmunta, ale również w kwestii ustanowienia go patronem grodu. To wielki zaszczyt dla chrześcijańskiego miasta, gdy jeden z jego mieszkańców zdobył koronę chwały. I wielka zachęta dla ziomków świętego - aby nie zapominali, w czym szukać należy prawdziwej wielkości. Lecz tu ogarnia mnie wątpliwość. Święty Zygmunt w Sanoku się urodził i spędził tu wczesne dzieciństwo, przetrwał też grozę rzezi galicyjskiej, której prosty, SMS’owy rzekłbym program sprowadzał się do frazy, że szlachtę należy … szlachtować. Jednak później Gorazdowski Sanok na dobre opuścił, żeby uczyć się w Przemyślu i studiować we Lwowie. I dopiero tam, w wielkim mieście, rozwinął skrzydła - rozwinął dosłownie, skoro dzieło jego życia pozwoliło mu stanąć na równi z aniołami Pana !

Czy więc można w ogóle zostać wielkim człowiekiem w „średnim mieście” ? Zrealizować tu porywającą i owocną wizję, projekt stulecia ? Czy raczej musi to być tak, jak w piosence Wasowskiego i Przybory:

„Średnie miasta, są takie średnie miasta Gdzie żaden dom nad inne nie wyrasta W średnich miastach mężczyzna czy niewiasta Nie zwykli są współziomków swych przerastać”

 Czy tak jest rzeczywiście ? Wygląda na to, że istnieje jakiś układ, jakiś specyficzny feudalizm średnich i małych miasteczek, który powoduje, że karty są tu raz na zawsze rozdane, powiązania rodzinne i koleżeńskie decydują o sposobie sprawowania władzy publicznej i biznesowej oraz realizowania ważnych przedsięwzięć, a demokracja i wolny rynek są tylko pozorem. Układ, w którym każda twórcza inicjatywa zgłoszona przez niewłaściwą osobę musi być wstępnie utrącona i ewentualnie podjęta jakiś czas później przez „najbardziej odpowiedzialnych obywateli” (cytat z osoby, która uważała się właśnie za kogoś takiego). Myślę, że „średnimi miastami” zawsze rządzi jakiś „układ”. Na to nie ma rady - wynika to z natury rzeczy, bo w takich środowiskach więzy rodzinne, znajomości i szeptana propaganda mają zawsze większą siłę niż telebimy, plakaty i manipulowany PijaR. I taki styl funkcjonowania lokalnych środowisk nie musi być wcale zły, może bowiem zapewniać mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa, chronić ich przed zwyrodnieniami cywilizacji - narkomanią, rozpustą, rozpadem rodzinnych i sąsiedzkich więzi, i innymi zagrożeniami naszego zagrożonego gatunku.

Również w zakresie sprawowania lokalnej władzy może skutecznie służyć potrzebom wspólnego dobra. Pod jednym wszak warunkiem - że ten układ tworzą ludzie przyzwoici, których honor, bezwzględna uczciwość i przywiązanie do wspólnych wartości nie są na sprzedaż. Z drugiej strony, feudalizm lokalny staje się koszmarem, jeżeli powstaje układ złożony z łobuzów, którzy dla utrzymania władzy nie cofną się przed działaniami sprzecznymi z wolnością i demokracją. Którzy gotowi są wykorzystać publiczną władzę i publiczne środki do prywatnych celów, straszyć, wywierać naciski i manipulować. Których jedynym programem wyborczym staje się w gruncie rzeczy samo utrzymanie się przy władzy - wobec czego przynależność do takiego czy innego programu, takiej czy innej formacji ideowej albo politycznej jest zadziwiająco zmienna i pozbawiona znaczenia. Tworzą więc komitety wyborcze typu „My samorządowcy miasta (powiatu, gminy) NN, którzy rządziliśmy i chcemy rządzić dalej”. Nazewnictwo jest bez znaczenia - ważne jest tylko utrzymanie układu, który powoli uzyskuje twardość betonu.

„Średnie miasta” są stałym źródłem uzdolnionej młodzieży. Ale jakoś tak się dzieje, że zasilają nią głównie Warszawy i Krakowy, że ci najlepsi, najzdolniejsi po ukończeniu porządnych studiów zbyt rzadko wracają. Czy dzieje się tak tylko dlatego, że w metropoliach jest ekscytujące życie i dużo pieniędzy ? A może istotne znaczenie ma fakt, że nawet najzdolniejszym trudno o karierę na prowincji, jeżeli pozostają poza układem feudalnym, to znaczy z nikim ważnym nie są spokrewnieni ani zaprzyjaźnieni ? Czy możliwa jest likwidacja zarządzania prowincjonalnymi środowiskami poprzez quasi-feudalny „układ” ? Prawdopodobnie nie, w każdym razie nie do końca. Czy możliwa jest zmiana systemu wartości, jakie taki układ realizuje ? Chyba tak, ale zależy to głównie od tego, kto będzie „księciem” i jacy będą jego „dworzanie”, a dokładnie: czy ich honor i uczciwość będzie na sprzedaż.

"All that is required for evil to prevail is for good men to do nothing."(“Wszystko, czego potrzebuje zło, aby tryumfować, to aby ludzie dobrzy nic nie robili.”)

Te słowa przypisuje się irlandzkiemu filozofowi i politykowi Edmundowi Burke, twórcy nowoczesnego konserwatyzmu i wrogowi rewolucji francuskiej. Prosta, choć okrutna to prawda. „Średnie miasta” jednak mają zawsze poważny problem ze zrozumieniem, że sam brak zaangażowania po stronie wolności jest ogromnym tej wolności zagrożeniem. Tutaj przecież od zawsze „Bóg wysoko, car daleko…”

A tymczasem za dwa tygodnie wybory lokalne …

Piotr Jungiewicz






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334