Strona główna » Państwo Tuska w stadium tragifarsy

Państwo Tuska w stadium tragifarsy

Na naszych oczach powtarza się historia. Co prawda, niektórzy twierdzą, że historia nie powtarza się nigdy, ale inni utrzymują, że powtórka, owszem, jest możliwa, ale co najwyżej w formie farsy. Właśnie z tym drugim przypadkiem mamy do czynienia obecnie. U nas farsa często się sprawdza w życiu. III Rzeczpospolita, której podobieństwo do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stało się uderzające w czasie rządów Donalda Tuska, jest w trakcie przekraczania kolejnego stopnia degrengolady. Polska zaczyna się upodabniać do państwa operetkowego. Jakiejś groteskowej republiki, którą dotychczas znaliśmy jedynie z literatury iberoamerykańskiej.

Wczoraj przez chwilę wydawało się, że to tylko jakiś niezrównoważony prokurator targnął się na swoje życie. W obronie honoru wojskowej prokuratury jako takiej oraz jej szefa. Słusznie ktoś zauważył, że gdyby to opisać w jakiejś formie beletrystycznej, to autorowi zarzucono by co najmniej idiotyzm i niewiarygodność fabuły.

Pułkownik prokurator po dość drętwej filipice w obronie swoich działań wobec dziennikarzy zażyczył sobie chwilę przerwy na konferencji prasowej, podszedł do okna i spudłował strzał w usta, trafiając w policzek. Teraz tłumaczy, że ręka mu drgnęła, bo poruszyła się klamka u drzwi. Dzisiaj już wiemy, że nawet jeśli tak było, to brak równowagi delikwenta jest jedynie odpryskiem poważniejszego problemu z wymiarem sprawiedliwości. Zresztą niedoszły samobójca już żwawo udziela wywiadów na prawo i lewo. Szczęśliwym trafem języka sobie nie poharatał.

Problem dotyczy tej samej prokuratury, której odnowę moralną i merytoryczną tak zachwalał Donald Tusk. Wszystko bowiem wskazuje na to, że jeśli chodzi o reformę prokuratury, premier wykonał kawał solidnej, rzetelnej i nikomu niepotrzebnej roboty, żeby wszystko zostało po staremu. Z jednym wyjątkiem – państwo ma mniejszy wgląd i kontrolę tego, co się w tym kotle warzy. Prokuratura w nowym przybraniu i szatkach, po staremu manipuluje, ulega naciskom, przekracza uprawnienia. I przecieka niczym stary garnek.

Jeszcze wczoraj szef prokuratury wojskowej dał odpór prokuratorowi generalnemu, którego zachowanie uznał za nieetyczne. Natomiast prokurator generalny oświadczył z miejsca, że się do złego zachowania nie poczuwa. Konflikt się upublicznił w najszerszym możliwym tego słowa znaczeniu. Generał Parulski pytany, co sądzi o swoim podwładnym strzelającym do siebie, odpowiedział, że jest to „człowiek honoru i prawości, pełen dynamizmu, wiary, woli życia". To ostatnie określenie być może się zgadza. Wiary w siebie raczej mu zabrakło.

Dzisiaj zarówno Naczelny Prokurator Wojskowy, jak i Prokurator Generalny stawili się u prezydenta. Ten rozsądził w swoim stylu – reforma prokuratury poszła za daleko albo była niewystarczająca. Salomona mamy za prezydenta. Media duszą się od spekulacji, kto i kiedy poleci na zieloną trawkę – szef prokuratury wojskowej czy prokurator generalny, a może obaj?

Z kolei wiceprzewodnicząca klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska nie widzi potrzeby przerywania urlopu wypoczynkowego przez premiera Tuska, bo „wszystko działa normalnie, rząd, ministrowie pracują”. Poczucie normalności Kidawy-Błońskiej nie zna granic. Obejmuje strzelających sobie w łeb oficerów prowadzących ważne śledztwa i ich zwierzchników, którym nie w smak cywilna kontrola.

A przecież nadal trwa potężny kociokwik w służbie zdrowia po wprowadzeniu ustawy refundacyjnej sprokurowanej pod egidą obecnej marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Dzisiaj również zatrzymano z powodu korupcji kilka osób kręcących się wokół koncesji na wydobycie gazu łupkowego. Wśród zatrzymanych są ponoć osoby ze spółki należącej do grupy Ryszarda Krauzego oraz dyrektor departamentu z ministerstwa, a jakże. Ten sam Ryszard Krauze tuż przed opublikowaniem listy leków refundowanych dokupił akcje Biotonu, firmy, którą ta refundacja szczególnie uprzywilejowuje. Ma chłop intuicję biznesową, tylko pozazdrościć.

Sławomir Nowak też nie próżnuje. Nowo odkryta nadzieja polskiej infrastruktury szykuje projekt ustawy, który usankcjonuje prawnie użytkowanie drogi jeszcze nieskończonej. „Proponowany przepis ma na celu umożliwienie uzyskania pozwolenia pomimo nie wykonania części robót wykończeniowych lub innych robót budowlanych, a także niespełniania wymagań ochrony środowiska(...)Proponowane zmiany mają na celu uzyskanie stanu przejezdności dróg przed rozpoczęciem Euro 2012.”

Moim zdaniem to innowacyjne rozwiązanie powinno pójść dalej i nowy przepis mógłby objąć także tory, mosty, wiadukty, kładki dla pieszych, a także skrzyżowania bezkolizyjne, które nie są jeszcze do końca bezkolizyjne. Można by również pojęcie stanu przejezdności rozszerzyć na „stan przechodności” - w tym sensie, że jak już drogą można przejść na dwóch nogach, to też można oddać ją w użytkowanie. Przechodność równa się przejezdność.

Wtedy na pewno zostanie dotrzymana obietnica Tuska z kampanii wyborczej 2007 - „Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic”. Ostateczną decyzję co do użytkowania wydawać powinien znany eksplorator dziewiczych terenów, Jacek Pałkiewicz. Ewentualnie równie znany chodziarz Robert Korzeniowski.






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334