Strona główna » Palcie flagi każdego dnia, czyli kurica wypatroszona

Palcie flagi każdego dnia, czyli kurica wypatroszona

"Bić czy nie bić"

I tak niepostrzeżenie Polacy stanęli wobec tego pytania, które już tyle poprzednich pokoleń sobie stawiało, a które wraca teraz w karykaturalnej formie. Bo jeśli tamte pytania dotyczyły rzeczy najważniejszej, czyli formy i sposobu zabiegania o niepodległość to dzisiaj rozważania, apele i myślenie dotyczy tego, czy należy bić się z ruskimi kibicami, mającymi zamiar przemaszerować przez Warszawę.

Ta karykatura tamtego myślenia jest w końcu jakąś prawdą o tym, czym Polska stała się w ciągu ostatnich lat. Bo przecież to, że bloger Freeman nawołuje, żeby zostawić Ruskich w spokoju, a kolega Testigo go popiera, a z kolei kto inny pisze, że trzeba jednak zareagować, a Witold Gadowski – że włączyć się w manifestację i przerobić ją na antyputinowską – to wszystko dowodzi tego, że po prostu obywatele Polski nie wierzą w jakiekolwiek możliwości rozwiązania „kwestii rosyjskiej” podczas Euro przez samo Państwo Polskie i jego służby – policję ABW czy co tam jest w dyspozycji. Co więcej – w tych apelach jest już nawet nie zwątpienie, ale pewność co do złej woli przedstawicieli tego państwa. Że komuś – komu? – może zależeć na tym, żeby przy okazji ruskiej demonstracji wywołane zostały zamieszki w Warszawie.

To przekonanie o złej woli rządzących oparte jest na doświadczeniu – chociażby doświadczeniu zamieszek 11 .11.11 i wszystkiego co w związku z tym się wydarzyło. I mamy z jednej strony ludzi mających doświadczenie i analizujących to w celu przewidzenia wydarzeń i właściwej, zgodnej z polską racją stanu reakcją, a z drugiej strony – ludzi, którzy w ogóle nie widzą problemu, uważają, że przekonanie o złej woli władz jest urojeniem.

To jest właśnie Polska dzisiejsza – władza publiczna dopuszcza przez swoje zaniechanie (brak reakcji na zapowiedzi ruskich chuliganów podżeganych przez tamtejsza prasę, instruującą co najbardziej Polaków zaboli – spalenie białoczerwonej flagi na przykład) i nawet w pewnym momencie wspieranie, na razie werbalne, zagrożenia („trzeba pomóc Rosjanom świętować ich święto” – premier Tusk(!!!) – a więc władza publiczna dopuszcza się zaniechania, a obywatele z najwyższym niepokojem zaczynają się zastanawiać co w takim razie mają zrobić. Podczas gdy jedyną dopuszczalną w tej sytuacji reakcją władz powinno być nie wpuszczenie na teren Rzeczypospolitej obywateli obcego państwa zapowiadających, że dokonają aktów przemocy. Gdyby władze Polski wywiązywały się ze swoich obowiązków to już dawno powinno być złożone demarche w Moskwie, w którym Minister Spraw Zagranicznych oświadczyłby, że wobec sytuacji jaka zaistniała – groźba wywołania zamieszek w stolicy kraju przez chuliganów rosyjskich – Rzeczpospolita zastrzega sobie użycie wszystkich dostępnych środków w celu zachowania porządku publicznego oraz, że nie wpuści na swoje terytorium ludzi zapowiadających użycie przemocy i łamanie prawa Rzeczypospolitej.

Tego rodzaju oświadczenie natychmiast ustawiłoby sprawę we właściwych proporcjach. Po pierwsze jasnym by się stało, kto jest winien ewentualnej prowokacji, a po drugie wspólnota międzynarodowa miałaby jasny dowód, że rząd Polski jest suwerenem na swoim terytorium.

Brak takiego demarche, co więcej, udawanie, że zapowiedzi ruskiej demonstracji to najzwyklejsze objawy „kultury kibicowskiej”, a nie sterowana przez KGB operacja upokarzania Polski i Polaków, rozmaite płaczliwo - bojaźliwe zachowania przedstawicieli rządu i administracji lokalnej, robienie dobrej miny do złej gry, cały ten konglomerat zaniechań, amatorszczyzny, tchórzostwa wreszcie – wszystko to pokazuje, że ludzie, którzy są odpowiedzialni za Polskę nie zdają sobie sprawy z tego nie tylko,  jak powinni się zachować, ale co gorsza – nie mają woli do zachowań innych jak „robienie dobrej miny do złej gry”. Z czego to wynika możemy się tylko domyślać, ale faktem w tej chwili bezspornym jest to, że obywatele Polscy zostali przez władze zostawieni sami sobie. Że władza powiedziała „pas” , tak jakby sprawa ewentualnych zamieszek w stolicy nie była istotna z punktu widzenia polskiej racji stanu.

Wielokrotnie mówi się w Polsce, już to weszło w rodzaj przysłowia, że „w normalnym kraju to by było tak…” i mówi się o autostradach, odpowiedzialności, płacach, rynku pracy, zarzadzaniem ryzykiem i tysiącu spraw, które w Polsce nie są „jak w normalnym kraju”. Nie wnikając w to, czy istnieje gdziekolwiek „normalny kraj” zwrot ten jest wyrazem jakiejś tęsknoty za taką przebudową Polski, aby dążenia władzy były zbieżne z dążeniami obywateli, zarówno zbiorowości jak i każdego z osobna. To co widzimy teraz, w przededniu ruskiej demonstracji w centrum stolicy Polski jest tak sprzeczne z tym podskórnym pragnieniem, że w połączeniu z frustracją związaną ze słabymi wynikami polskiej drużyny może doprowadzić do gorącego 12 czerwca.

Freeman nawołuje, żeby nie robić Ruskim w stolicy „jesieni średniowiecza”. A ja na to, że może nie „jesień średniowiecza”, ale jakaś „klęska renesansu” by się przydała. I wcale nie chodzi mi o to, żeby bić się na ulicach z nimi. Myślę, że zignorowanie tej demonstracji, zignorowanie ruskiej buty jest jak najbardziej właściwe, ale równocześnie dla dużej części Polaków, także tych do tej pory bez zastrzeżeń popierających politykę ekipy Tuska, wszystkich tych, którzy jednak widzieli „zieloną wyspę” i inne takie – ruska tryumfalna demonstracja w Warszawie będzie trzeźwiącym wstrząsem.

Bo w końcu widok palonych polskich flag przez ruskich chuliganów albo inne tego rodzaju obrazki w końcu mogą (ale nie muszą) przełamać barierę zaczadzenia propagandowego, jakiemu uległa duża część Polaków.

http://lubczasopismo.salon24.pl/tematydnia/post/425034,palcie-flagi-kazdego-dnia-czyli-kurica-wypatroszona






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334