Strona główna » Nieoczekiwany finał doręczenia świątecznej paczki

Nieoczekiwany finał doręczenia świątecznej paczki

Opowieść Przedwigilijna

Pracowałem wtedy w firmie kurierskiej. 23 grudnia miałem rozwieźć parę paczek. Gdy omawiałem z szefem trasę, widziałem kątem oka, że chłopaki jakby się podśmiewali. Nie rozumiałem, o co im chodzi, ale też nie chciałem wprost zapytać, bo pracowałem tam zaledwie parę miesięcy, a oni po parę lat. Głupio mi było okazać, że nie wiem w czym rzecz, więc udałem Greka, wziąłem przesyłki i ruszyłem w objazd.

Wśród adresów na trasie wypadła mi między innymi ul. Kwiatowa. Znałem ją. Wbrew nazwie niewiele z kwiatami ma wspólnego. Takie typowe smutne osiedle z lat pięćdziesiątych, a może wcześniejszych, zeszłego stulecia, na którym łatwiej spotkać osiemdziesięciolatka, niż niemowlaka. Młodzi pokupowali apartamenty w modnych dzielnicach, a tu, w tej części starego warszawskiego Górnego Mokotowa, już mało kto chce mieszkać, chociaż kiedyś była to dzielnica „z górnej półki”.

Kwiatowa wypadła mi jako ostatnia. Gdy podjechałem pod adres było już dość późno - zbliżała się siódma wieczorem. Domofonu, o dziwo, nie było, wszedłem więc od razu na drugie piętro, na drzwiach tabliczka „Genowefa Ostroń”. Patrzę na nazwisko adresata – zgadza się. Obok futryny brakowało dzwonka. Nie lubię, jak nie ma dzwonka, bo trzeba wtedy mocno pukać. A ja palca na loterii nie wygrałem. No, ale dobra, pukam, pukam, cisza. Myślę sobie, może nikogo nie ma, ale w zamówieniu jak byk stoi, że paczka powinna być dostarczona nie wcześniej niż o 16-ej, ale nawet do północy. Pukam więc dalej. Słyszę, że gdzieś tam w zakamarkach mieszkania ktoś się porusza i suwając stopami po podłodze zbliża się do drzwi. W końcu otwiera mi sympatyczna, jak się wydaje, starsza pani. Tak na oko - około siedemdziesiątki, może trochę więcej. Daję jej paczkę, wyciągam kwity, żeby potwierdziła odbiór i raptem - jak obuchem w łeb – docierają do mnie jej słowa.

- Januszek?! No wchodź, wchodź, czekam na ciebie i czekam, barszczyk już dawno doszedł, a pierogi z kapustą, takie jak lubisz, zaraz wrzucam na wrzątek. No siadaj kochany, siadaj.

Jaki u diabła Januszek? Ja Piotr mam na imię! Ale jakoś nie umiem tej starszej pani wywalić w oczy, że coś jej się pomyliło, szczególnie że ta znikła w czeluściach kuchni, zamiast, jak się należy, pokwitować odbiór przesyłki.

Dobra, myślę sobie, mogę zjeść te pierogi ostatecznie, w końcu mieszkam sam. Rodzice od pewnego czasu nie żyją, a dziewczyna chwilowo też na mnie żadna nie czeka. W Wigilię zjem co prawda pierogi u ciotki, ale ta kiepsko gotuje, może ta babcia spisze się lepiej.

No i istotnie, pierogi z barszczem są wyśmienite i wszystko byłoby w porządku, gdyby babcia nie zaczęła zadawać dziwacznych pytań.

- A jak tam Januszku z twoimi studiami?

Z jakimi studiami? Skończyłem liceum, a potem… no nie złożyło się jakoś.

- ……bo pamiętam, ze chyba na Politechnikę poszedłeś, a może na Uniwersytet?

O mało co nie udławiłem się pierogiem, ale chcąc trzymać fason, odparłem:

- Uniwersytet, babciu. Psychologię studiuję.

Że też mnie piorun nie trafił za te łgarstwa! Ale miałem nadzieję, że babcia odpuści. Niestety nie odpuściła.

- O, jak to dobrze! Pamiętasz, twoja mama też psycholożką była, świeć Panie nad jej duszą, taka zdolna, taka mądra, że też musiało się jej to przydarzyć… - widzę, że babcia ma łzy w oczach, trochę mi przykro, ale nie wiem o co chodzi, więc nie podtrzymuję tematu, ale ona dalej ciągnie – dziwiłam się, że twój ojciec, w końcu inżynier, z humanistką się związał, ale to takie wspaniałe małżeństwo było! Szkoda, że… - tu babci mocniej zawilgotniały oczy i na chwilę zamilkła, ale nie na długo, bo znów zaczęła szczebiotać – ale Januszku, pojedziesz na cmentarz na dniach, bo ja, wiesz, na Wólkę to już dla mnie za daleko, a ty kwiaty jakieś kup w moim imieniu i znicze – tu mi babcia wciska 50 złotych, a ja nie umiem nie wziąć, a ona dalej nawija - Dobrze, że choć ty mi zostałeś i w Wigilię pamiętasz o starej babci…

Zgłupiałem do reszty, nie wiem, co powiedzieć, więc cicho siedzę i łykam grzecznie pierogi, udając że nie mogę się odezwać, bo mam gębę pełną żarcia.

Ale w pewnym momencie spoglądam na fotografię stojącą na komodzie, na której widzę trzy osoby. Piękną kobietę, około 25 lat, mężczyznę koło trzydziestki i mniej więcej trzyletniego chłopczyka. Zdjęcie jest podpisane: Ania, Jurek i Januszek, wiosna1984.

Zaczyna do mnie docierać. Babcia bierze mnie za tego chłopczyka! Licząc od 1984 roku, powinien mieć mniej więcej tyle lat co ja, czyli 22!

Gorączkowo myślę, jak by się wykręcić z tej idiotycznej sytuacji, ale babcia zaczyna rozpakowywać paczkę, którą przyniosłem.

- Januszku popatrz, specjalnie dla ciebie zamówiłam! – i wyciąga z paczki rewelacyjną kurtkę, o jakiej – nie ukrywam – dawno marzyłem, ale nie był mnie na nią stać z mojej pensji.

Boże, co robić, zbiera mi się niemal na płacz, ale babcia twardo wręcza mi kurtkę i każe mierzyć. Przymierzam, kurtka jak na mnie szyta, ale jak mogę ją wziąć od biednej staruszki, która pewnie z rok na nią zbierała, skoro kurtka jest dla Januszka, a nie dla mnie!

Patrzę jednak na tę starą kobietę, na radość w jej oczach i słyszę, jak z moich ust, bez żadnego mojego udziału, wydobywają się słowa

- Dziękuję, babuniu, śliczna kurtka, będę ją z przyjemnością nosił.

Nie wiedzieć kiedy nadeszła późna godzina i naprawdę był czas się zbierać. Nie pamiętam dokładnie, jak mi się udało zdobyć od babci pokwitowanie, że paczka została doręczona. Nie pamiętam też, jak dostałem się do domu, miałem wrażenie, że ktoś mi przywalił czymś w głowę.

Rano jadę do firmy, a tam chłopaki już pytają, jak mi z babcią poszło. Bo ona każdego chłopaka, który z paczką przyjedzie, tytułuje Januszkiem i profity wciska. I tak od paru lat. Chcieli wiedzieć, ile mi dała kasy. A mnie zrobiło się jakoś dziwnie, oczy mi zaszły mgłą, pewnie od wiatru, czy coś.

Po paru dniach, później niż zwykle, bo co roku jeżdżę w drugi dzień Świąt, pojechałem na grób Rodziców. Leżą oboje na Wólce. Jakoś tak nie wiedzieć po co kupiłem dodatkowy wianek i znicz. W kancelarii dopytałem o grób Jerzego Ostronia. Znalazłem, całkiem niedaleko od Moich, potwornie zaniedbany, niesprzątany co najmniej od paru lat. Na płycie trzy nazwiska, jedna data śmierci. Zmarli tragicznie 20 lipca 1984 roku.

O kurka.

Doprowadziłem grób do porządku, zostawiłem kwiaty i znicze.



W kolejnym roku zdałem wreszcie maturę i złożyłem papiery na uniwerek na… (nie wiem skąd mi się wziął ten pomysł) dzienne studia psychologiczne i ….dostałem się. Nie było łatwo, ale się dostałem, do dziś nie rozumiem jakim cudem. W firmie przeszedłem na pół etatu, jeździłem tylko popołudniami i weekendy. A 23 grudnia kolejnego roku poprosiłem szefa o Kwiatową. Żebym mógł tam dostarczyć paczkę. Szef się ucieszył, bo nikt nie chciał wziąć tego adresu. Pojechałem i …

- Janusz!? chodź prędko, zrobiłam pierożki, barszczyk i kapustkę z grzybkami! Wszystko gorące!



Od trzech lat na nie pracuję już w firmie, ale wciąż mam układ z szefem, że w grudniu wożę paczkę na Kwiatową. Rzecz jasna za darmo. Nie jeżdżę też już na Kwiatową sam. Olga, moja narzeczona, bez oporu przyjęła do wiadomości, że w pakiecie ze mną jest pewna babcia, dla której jestem Januszkiem i którą trzeba wizytować od czasu do czasu, a szczególnie 23 grudnia, bo według niej wówczas wypada Wigilia. Jutro też wybieramy się razem. Babcia pewnie się ucieszy.



Dedykowane Blogerowi Piękne Myśli

http://piotrsmilowicz.salon24.pl/375418,przebudzenie-czyli-portret-wyalienowanych






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334