Strona główna » NASZ WYWIAD. Prof. Rybiński o wejściu do strefy euro: Tylko szaleniec decydowałby się na wprowadzenie do domu, który ewidentnie może runąć"

NASZ WYWIAD. Prof. Rybiński o wejściu do strefy euro: Tylko szaleniec decydowałby się na wprowadzenie do domu, który ewidentnie może runąć"

Czy Polska ma jakiekolwiek szanse na wejście do strefy euro? Dr Przemysław Zurawski vel Grajewski uważa, że nie, jeśli byłyby brane pod uwagę wyłącznie czynniki ekonomiczne (patrz: PIĘĆ PYTAŃ DO Żurawskiego vel Grajewskiego: "Polska nigdy nie wejdzie do strefy euro"). To komentarz do wypowiedzi noblisty z ekonomii Paula Krugmana oraz publicysty ekonomicznego Washington Post, zdumionych polskim owczym pędem do strefy euro, która okazała się katastrofą. Zabiegi i szanse Polski na przyjęcie wspólnej waluty ocenia prof. Krzysztof Rybiński.

wPolityce.pl: - Pana zdaniem Polska nigdy nie spełni kryteriów wejścia do strefy euro, choćby z powodu gwałtownie rosnącego zadłużenia. Czy to oznacza, że według Pana nigdy więc nie zamienimy złotówki na euro?

Krzysztof Rybiński: - Podzielam opinie, tych, którzy przestrzegają przed wchodzeniem do domu, który może się zawalić, bo naprawdę, tylko szaleniec - szaleniec, bo inaczej tego nie można określić - by się zdecydował na to, żeby się wprowadzić do domu, który widać ewidentnie, że może runąć. Mówię oczywiście w przenośni o strefie euro. Widać tam, że jakaś ekipa budowlańców się kręci i próbują coś naprawić, żeby ten dom nie runął, ale to nie jest jakaś fundamentalna naprawa, tylko taka próba łatania "tu i tam". To być może stwarza wrażenie, że dom ładnie wygląda bo położyli świeży tynk, ale nie naprawili podstawowych wad konstrukcyjnych i ten dom też może runąć tylko tyle, że jest lepiej otynkowany, niż był jakiś czas temu.

Tego nie wolno robić, to byłby akt szaleństwa i braku rozsądku - np. próba wejścia obecnie do ERM2. No bo jeśli ktoś mówi poważnie o wejściu do strefy euro, to najpierw trzeba wejść do ERM2, czyli usztywnić kurs złotego i to w sytuacji, w której może lada chwila upaść jakiś duży bank w Europie, albo może zbankrutować Słowenia, tak, jak to się stało na Cyprze, czy mogą pojawić się w potężnej skali problemy w Hiszpanii.

Kto by w takiej sytuacji ryzykował usztywnienie kursu złotego - przecież w takich sytuacjach pojawiłaby się potężna presja na złotego - oprócz kapitału możnaby stracić połowę rezerw walutowych w ciągu paru dni próbując bronić tego sztywnego kursu. To po prostu jest absurdalne i w związku z tym bardzo mnie dziwi debata, którą rozpoczął rząd na temat wejścia do strefy euro, w sytuacji, w której jest to ostatnia rzecz, na temat której powinniśmy debatować, zamiast skupić się na tym, jak wzmocnić gospodarkę i jak doprowadzić do tego, żeby okres tej stagnacji i recesji, który nam się zaczął w IV kwartale był jak najkrótszy.

wPolityce.pl: - To w takim razie jak rozumieć to, że jednak Donald Tusk po raz kolejny wszczął debatę na ten temat? Minister Rostowski zna te prawdy, o których pan mówi, a jeśli nie znał, to na pewno już ktoś mu podpowiedział, czym to może grozić...

- Ta debata o wejściu do strefy euro jest nam potrzebna prawdopodobnie z dwóch powodów. Po pierwsze pewne osoby chcą budować swoją pozycję osobistą w strukturach unijnych, być może pod kątem przyszłej roli, jaka będą w tych strukturach odgrywali - tak rozumiem część tej retoryki, a po drugie jest to temat zastępczy, który ma odwrócić uwagę Polaków od rzeczywistych problemów, które się naprawdę zbierają na horyzoncie.

Prawdziwe problemy, o których mówię od dłuższego czasu to są: demografia - Polska jako naród zaczyna wymierać i to jest prawdziwa tragedia narodowa, na temat której w ogóle nie ma debaty w mediach - mnie się udało tę debatę na chwilę wywołać moim pomysłem stypendium demograficznego i przez 2 tygodnie mówiliśmy o demografii, ale potem to umarło, a naród Polski jest w trendzie wymierania, zniknięcia z powierzchni Europy w ciągu najbliższych stu lat.

Drugi poważny problem, o którym nie mówimy to dramatyczna spadająca innowacyjność - mówię o tym od 2 lat, od kiedy pokazaliśmy raport na ten temat, wszyscy decydenci go dostali. Osobiście podpisywałem list z wysyłką raportu, prezentację widział prezydent Komorowski i połowa rządu i prawie nic się nie zmieniło w tej dziedzinie. Kolejne zaś raporty, które się pojawiają, włącznie z raportem Komisji Europejskiej z tego tygodnia pokazują jaki jest dramat w tej dziedzinie w Polsce. Polska się cofa, świat idzie do przodu, a Polska się cofa, nawet nie stoimy w miejscu - my się cofamy w dziedzinie innowacyjności.

A trzeci potencjalny problem to jest klif fiskalny - od dłuższego czasu pokazuję ryzyko wystąpienia klifu fiskalnego w Polsce w skali większej niż w USA i o klifie fiskalnym w USA trąbiły polskie media a o polskim klifie fiskalnym jest cisza, a tym powinien się martwić minister finansów.

I czwarta rzecz to oczywiście demontaż OFE, żeby uniknąć klifu fiskalnego to się rozkradnie resztę pieniędzy z OFE i w tym przypadku niczym nie różnimy się od Cypru - tam ukradziono ludziom część depozytów, a w Polsce ukradnie się ludziom część ich pieniędzy realnie zgromadzonych w OFE i utopi w dziurze pod tytułem ZUS.

To są realia i zamiast o nich mówić to się mówi o wejściu do strefy euro a ja podtrzymuję moją opinię, że z powodu szybko rosnącego długo, mimo że jednorazowo uda się go obniżyć okradając pieniądze z OFE, to mimo tego, w ciągu najbliższych paru lat dług publiczny przekroczy najpierw 55 a potem 60 procent PKB według tej metody liczonej przez Rostowskiego a według Eurostatu jeszcze wcześniej i Polska nie będzie miała szans wejścia do strefy euro bo nie spełni kryterium długu.

Polski dług, według szacunków długoterminowych w ciągu najbliższej dekady może się zbliżyć nawet do 100 procent PKB. Żadne 55 czy 60 - my idziemy na 100 procent w ciągu najbliższej dekady. Więc jak ktoś mi opowiada bajki, że można ten dług publiczny obniżyć, to wiem, że ten ktoś to jest Rostowski i oczywiście wiem, że on myśli o działaniach jednorazowych typu "okraść OFE z pieniędzy" i w ten sposób sztuczną księgowością ten dług obniżyć.

Natomiast nie ma w Polsce realnej debaty o potrzebie faktycznej reformy finansów.

wPolityce.pl: - Pan mówi o warunkach ekonomicznych wejścia do sterfy euro. A nie bierze pan pod uwagę scenariusza politycznego, żeby te warunki dla Polski jednorazowo obniżyć lub zawiesić, na co wskazuje m.on. dr Przemysław Żurawski vel Grajewski?

- Politycznie patrząc na ten proces to jest to niemożliwe w tym Sejmie, bo nie ma większości, która musiałby uchwalić zmianę konstytucji. W związku z tym ten proces polityczny by się zatrzymał w Sejmie - bo jeśłi nie zmienimy Konstytucji to nie spełnimy prawnych kryteriów wejścia do strefy euro. W związku z tym proces czysto polityczny jest dzisiaj niemożliwy z punktu widzenia pewnych barier, czyli ze względu na opozycję w Sejmie, która to zatrzyma.

Ale ja sobie nie wyobrażam rządu, który będzie próbował przeforsować tę operację wbrew opinii społeczeństwa - a 60 kilka procent mówi nie. Taki rząd i taka większość parlamentarna jest skazana na dramatyczną porażkę w jakimkolwiek referendum, czy wyborach, nawet jeśli założymy, że odbędzie się takie masowe pranie mózgów. To już jest niemożliwe - ludzi już zbyt dużo zobaczyli absurdalnych prób podtrzymania strefy euro przy życiu, widzą 30-proc. bezrobocie w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, widzą kradzież depozytów na Cyprze i do takiej strefy euro Polska naprawdę nie wejdzie. Czy to się zrealizuje z powodu kryteriów gospodarczych, finansowych czy politycznych. To jest temat zamknięty na najbliższe kilka lat.

Jeżeli za 4-5 lat kryzys w stefie euro zostanie zażegnany - tam oczywiście z tej strefy parę krajów musi wyjść i to się stanie, i zostanie taki mocny rdzeń, to wówczas, być może warto będzie ponownie rozważyć decyzję wejścia do strefy euro. Tylko wtedy, za te parę lat polski dług publiczny będzie na tyle duży, że o wejściu do strefy euro nie będzie mowy, bo nie będziemy spełniali kryteriów - a ja nie wierzę, że te kryteria dla nas będą zawieszone, bo to by oznaczało, że de facto trzeba by renegocjować traktaty, a na to dzisiaj chyba ne ma ani woli ani możliwości politycznych.

wPolityce.pl: - A jeśli rząd ominie wymóg zmiany Konstytucji? Np. argumentując, że Polacy już raz zadecydowali o przyjęciu euro w referendum akcesyjnym?

- Ale ja mówię o czysto technicznej zmianie Konstytucji. Otóż, żeby wejść do strefy euro trzeba wprowadzić kilka zmian w Konstytucji, np. nieodzowną zmianą jest redefinicja roli banku centralnego, która jest zapisana w Konstytucji i to trzeba zmienić. Nie można na podstawie referendum zmienić zapisu o tym, że to bank centralny prowadzi politykę pieniężną w Polsce. Ta kompetencja ma być delegowana do Frankfurtu. A w Sejmie można czysto arytmetycznie policzyć ile głosów byłoby za a ile przeciw tej zmienić Konstytucji. Chyba, że w następnych wyborach, w 2015 r. wyłoni się taki Sejm, w którym ta większość do zmian w Konstytucji będzie. Ale w tym Sejmie nie ma takiej możliwości technicznej.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/50144-nasz-wywiad-prof-rybinski-o-wejsciu-do-strefy-euro-tylko-szaleniec-decydowalby-sie-na-wprowadzenie-do-domu-ktory-ewidentnie-moze-runac






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334