Strona główna » Mów mi Brunon

Mów mi Brunon

Po publikacji „Rzeczpospolitej” o znalezieniu śladów trotylu na wraku tupolewa notowania PO poszybowały w górę, a PiS trochę się zmniejszyły. Nie zmienia to bardzo złej oceny rządu, ale obecna sytuacja wygląda tak, jakby wyborcy przez chwilę się zawahali, czy to Kaczyński ma zastąpić Tuska. Zły trend dla rządu jest nie do zatrzymania i notowania partii wrócą w grudniu, najpóźniej w styczniu, do tych z października. Pogarsza się sytuacja gospodarcza, a problemy z unijnym budżetem i kolejne kompromitacje wokół Smoleńska też Tuskowi nie pomogą. Jednak ekipa rządząca złapała chwilę oddechu. Zawdzięcza to serii intryg, które mają znamiona prowokacji.

 

Pierwsza wiązała się z publikacją „Rzeczpospolitej”. Od momentu podjęcia decyzji o druku tekstu Cezarego Gmyza, moim zdaniem dosyć solidnie udokumentowanego, rozpoczęła się gra pomiędzy rządem, prokuraturą a właścicielem gazety oraz jednym z zastępców redaktora naczelnego Andrzejem Talagą. Talaga najpierw doprowadził do zaostrzenia wydźwięku tego tekstu, a potem, zaraz po konferencji prokuratury, stał na czele tych, którzy się od niego odcinali. Sama konferencja nie poczyniła takich szkód jak wycofanie się redakcji z własnych doniesień. PiS nie musiał nawet mocno reagować, by w tej sytuacji stać się ofiarą zamieszania. Z punktu widzenia Tuska Talaga odwalił kawał dobrej roboty.

 

Kolejnym strzałem do PiS były obchody 11 listopada. Mimo formalnego braku udziału kierownictwa PiS, odpowiedzialnością za awantury parudziesięciu ludzi w kominiarkach obarczono „szeroko pojętą prawicę”. Jednocześnie sporo osób z prawej strony dało się przekonać, że wokół tego marszu powstaje jakaś alternatywa dla partii Kaczyńskiego. PiS w mediach oberwał więc podwójnie. Poważnej alternatywy nie będzie, a próba przerzucenia odpowiedzialności za jakiekolwiek awantury skończy się w dniu, gdy do opinii publicznej dotrze, że założyciele „ruchu narodowego” z PiS nie mają wiele wspólnego. Propaganda rządowa będzie musiała coś wybrać. Na razie wybiera obraz warchołów, który ostatecznie ma uzupełnić terrorysta Brunon K. Nie trzeba eksperta, by zauważyć, że człowiek ma nie w porządku w głowie. Przez rok na oczach ABW popełniał przestępstwa, werbując ludzi do podejrzanych szkoleń i gromadząc broń. ABW prawdopodobnie mogło zwinąć go miesiąc temu i za miesiąc. Wkroczyli, gdy było to dla nich wygodne.

 

To wszystko daje efekty propagandowe, szczególnie gdy, tak jak w przypadku „Rzeczpospolitej”, kluczowe tezy dla przekazu PiS kontrolował przeciwnik. Tylko że na dłuższą metę takie sztuczki nie działają. Im mocniej będą stosowane, tym szybciej Polacy z nich wyrosną. Oczywiście warsztat manipulacyjno-propagandowy ekipy Tuska doskonali się. Pomiędzy bezczelnym numerem ze łzami posłanki Sawickiej a polskim Breivikiem nastąpił wyraźny postęp. Polacy nie łapią się już na litość, jednak ciągle jeszcze kupują grozę. Ciekawe, co będzie modne w przyszłym sezonie?

http://niezalezna.pl/35201-mow-mi-brunon

Po publikacji „Rzeczpospolitej” o znalezieniu śladów trotylu na wraku tupolewa notowania PO poszybowały w górę, a PiS trochę się zmniejszyły. Nie zmienia to bardzo złej oceny rządu, ale obecna sytuacja wygląda tak, jakby wyborcy przez chwilę się zawahali, czy to Kaczyński ma zastąpić Tuska. Zły trend dla rządu jest nie do zatrzymania i notowania partii wrócą w grudniu, najpóźniej w styczniu, do tych z października. Pogarsza się sytuacja gospodarcza, a problemy z unijnym budżetem i kolejne kompromitacje wokół Smoleńska też Tuskowi nie pomogą. Jednak ekipa rządząca złapała chwilę oddechu. Zawdzięcza to serii intryg, które mają znamiona prowokacji.
Pierwsza wiązała się z publikacją „Rzeczpospolitej”. Od momentu podjęcia decyzji o druku tekstu Cezarego Gmyza, moim zdaniem dosyć solidnie udokumentowanego, rozpoczęła się gra pomiędzy rządem, prokuraturą a właścicielem gazety oraz jednym z zastępców redaktora naczelnego Andrzejem Talagą. Talaga najpierw doprowadził do zaostrzenia wydźwięku tego tekstu, a potem, zaraz po konferencji prokuratury, stał na czele tych, którzy się od niego odcinali. Sama konferencja nie poczyniła takich szkód jak wycofanie się redakcji z własnych doniesień. PiS nie musiał nawet mocno reagować, by w tej sytuacji stać się ofiarą zamieszania. Z punktu widzenia Tuska Talaga odwalił kawał dobrej roboty.
Kolejnym strzałem do PiS były obchody 11 listopada. Mimo formalnego braku udziału kierownictwa PiS, odpowiedzialnością za awantury parudziesięciu ludzi w kominiarkach obarczono „szeroko pojętą prawicę”. Jednocześnie sporo osób z prawej strony dało się przekonać, że wokół tego marszu powstaje jakaś alternatywa dla partii Kaczyńskiego. PiS w mediach oberwał więc podwójnie. Poważnej alternatywy nie będzie, a próba przerzucenia odpowiedzialności za jakiekolwiek awantury skończy się w dniu, gdy do opinii publicznej dotrze, że założyciele „ruchu narodowego” z PiS nie mają wiele wspólnego. Propaganda rządowa będzie musiała coś wybrać. Na razie wybiera obraz warchołów, który ostatecznie ma uzupełnić terrorysta Brunon K. Nie trzeba eksperta, by zauważyć, że człowiek ma nie w porządku w głowie. Przez rok na oczach ABW popełniał przestępstwa, werbując ludzi do podejrzanych szkoleń i gromadząc broń. ABW prawdopodobnie mogło zwinąć go miesiąc temu i za miesiąc. Wkroczyli, gdy było to dla nich wygodne.
To wszystko daje efekty propagandowe, szczególnie gdy, tak jak w przypadku „Rzeczpospolitej”, kluczowe tezy dla przekazu PiS kontrolował przeciwnik. Tylko że na dłuższą metę takie sztuczki nie działają. Im mocniej będą stosowane, tym szybciej Polacy z nich wyrosną. Oczywiście warsztat manipulacyjno-propagandowy ekipy Tuska doskonali się. Pomiędzy bezczelnym numerem ze łzami posłanki Sawickiej a polskim Breivikiem nastąpił wyraźny postęp. Polacy nie łapią się już na litość, jednak ciągle jeszcze kupują grozę. Ciekawe, co będzie modne w przyszłym sezonie?
Po publikacji „Rzeczpospolitej” o znalezieniu śladów trotylu na wraku tupolewa notowania PO poszybowały w górę, a PiS trochę się zmniejszyły. Nie zmienia to bardzo złej oceny rządu, ale obecna sytuacja wygląda tak, jakby wyborcy przez chwilę się zawahali, czy to Kaczyński ma zastąpić Tuska. Zły trend dla rządu jest nie do zatrzymania i notowania partii wrócą w grudniu, najpóźniej w styczniu, do tych z października. Pogarsza się sytuacja gospodarcza, a problemy z unijnym budżetem i kolejne kompromitacje wokół Smoleńska też Tuskowi nie pomogą. Jednak ekipa rządząca złapała chwilę oddechu. Zawdzięcza to serii intryg, które mają znamiona prowokacji.
Pierwsza wiązała się z publikacją „Rzeczpospolitej”. Od momentu podjęcia decyzji o druku tekstu Cezarego Gmyza, moim zdaniem dosyć solidnie udokumentowanego, rozpoczęła się gra pomiędzy rządem, prokuraturą a właścicielem gazety oraz jednym z zastępców redaktora naczelnego Andrzejem Talagą. Talaga najpierw doprowadził do zaostrzenia wydźwięku tego tekstu, a potem, zaraz po konferencji prokuratury, stał na czele tych, którzy się od niego odcinali. Sama konferencja nie poczyniła takich szkód jak wycofanie się redakcji z własnych doniesień. PiS nie musiał nawet mocno reagować, by w tej sytuacji stać się ofiarą zamieszania. Z punktu widzenia Tuska Talaga odwalił kawał dobrej roboty.
Kolejnym strzałem do PiS były obchody 11 listopada. Mimo formalnego braku udziału kierownictwa PiS, odpowiedzialnością za awantury parudziesięciu ludzi w kominiarkach obarczono „szeroko pojętą prawicę”. Jednocześnie sporo osób z prawej strony dało się przekonać, że wokół tego marszu powstaje jakaś alternatywa dla partii Kaczyńskiego. PiS w mediach oberwał więc podwójnie. Poważnej alternatywy nie będzie, a próba przerzucenia odpowiedzialności za jakiekolwiek awantury skończy się w dniu, gdy do opinii publicznej dotrze, że założyciele „ruchu narodowego” z PiS nie mają wiele wspólnego. Propaganda rządowa będzie musiała coś wybrać. Na razie wybiera obraz warchołów, który ostatecznie ma uzupełnić terrorysta Brunon K. Nie trzeba eksperta, by zauważyć, że człowiek ma nie w porządku w głowie. Przez rok na oczach ABW popełniał przestępstwa, werbując ludzi do podejrzanych szkoleń i gromadząc broń. ABW prawdopodobnie mogło zwinąć go miesiąc temu i za miesiąc. Wkroczyli, gdy było to dla nich wygodne.
To wszystko daje efekty propagandowe, szczególnie gdy, tak jak w przypadku „Rzeczpospolitej”, kluczowe tezy dla przekazu PiS kontrolował przeciwnik. Tylko że na dłuższą metę takie sztuczki nie działają. Im mocniej będą stosowane, tym szybciej Polacy z nich wyrosną. Oczywiście warsztat manipulacyjno-propagandowy ekipy Tuska doskonali się. Pomiędzy bezczelnym numerem ze łzami posłanki Sawickiej a polskim Breivikiem nastąpił wyraźny postęp. Polacy nie łapią się już na litość, jednak ciągle jeszcze kupują grozę. Ciekawe, co będzie modne w przyszłym sezonie?





  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334