Strona główna » Kij w szprychy wyborcze PO

Kij w szprychy wyborcze PO

Zachowanie Beaty Sawickiej – „nachalne i bezczelne”, Janusz Kaczmarek, Ryszard Krauze – „potencjalnie podejrzani”, funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego – profesjonalni i działający zgodnie z prawem. To wszystko znalazło się w raporcie autorstwa Andrzeja Czumy z prac komisji badającej rzekome naciski za rządów PiS. Nic więc dziwnego, że raport – chociaż na razie jest jedynie projektem końcowego dokumentu – wywołał wściekłość Donalda Tuska, posłów PO i prorządowych mediów.


Scenariusz był już prawie gotowy. Najpierw Ryszard Kalisz miał ogłosić raport komisji śledczej badającej okoliczności samobójczej śmierci Barbary Blidy i złożyć wnioski o postawienie przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Kolejnym etapem miał być raport komisji śledczej badającej rzekome naciski za rządów PiS. Później miało być już „normalnie” – straszenie PiS-em w kampanii wyborczej i ostrzeganie przed głosowaniem na polityków partii Jarosława Kaczyńskiego.

„Politycy zapowiadają, że możliwe są kolejne wnioski o Trybunał Stanu dla polityków PiS. – Nie chciałbym mówić przed prezentacją o pociągnięciu kogokolwiek przed Trybunał Stanu, jednak wnioski powinny być dość poważne. Natrafiliśmy na wiele bardzo poważnych uchybień – powiedział Krzysztof Brejza (PO)” – podgrzewała atmosferę Polska Agencja Prasowa tuż przed ogłoszeniem wersji raportu Andrzeja Czumy.

Nieoczekiwany cios, a właściwie nokaut przyszedł z najmniej spodziewanej strony – w raporcie zarzuty wobec członków rządu PiS, prokuratorów i funkcjonariuszy służb specjalnych w latach 2005–2007 nie znalazły potwierdzenia.

Po ogłoszeniu założeń wersji raportu przewodniczącego komisji naciskowej w Platformie Obywatelskiej i prorządowych mediach zapanowała konsternacja. Próby zdyskredytowania raportu nie przyniosły rezultatu – informacja, że dokument przygotował Andrzejowi Czumie „człowiek związany z PiS-em”, nie zrobiła żadnego wrażenia. Andrzej Czuma przez dłuższy czas trwał przy swoim stanowisku, jednak nieoczekiwanie w ostatnim możliwym terminie wniósł autopoprawki, zapewniając, że „nikt na niego nie naciskał w sprawie poprawek”.

– Nie wiem, jaki będzie ostateczny kształt raportu, ale jestem przekonana, że politycy PO będą chcieli go drastycznie zmienić tak, by uderzyć w PiS. Będą chcieli doprowadzić do zmiany jego treści i dostosować go do kampanii wyborczej Platformy – mówi w rozmowie z „Gazetą Polską” Marzena Wróbel (PiS).

> Nacisków nie było
Liczący w sumie 92 strony raport skutecznie rozprawia się z zarzutami stawianymi od czterech lat pod adresem członków rządu Jarosława Kaczyńskiego, funkcjonariuszy CBA, ABW i prokuratorów. W pył zostały rozniesione sugestie obecnego rzecznika rządu Pawła Grasia, jakie formułował w 2007 r., będąc członkiem sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Jako jeden z pierwszych posłów PO zasugerował, że sprawą afery gruntowej i zatrzymaniem Janusza Kaczmarka powinna zająć się komisja śledcza, „bo tylko ona ma prawo do odtajnienia dokumentów, które potwierdziłyby wersję Kaczmarka, a sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych nie ma takich uprawnień”.

Mówił, że z zeznań Kaczmarka przed speckomisją wynika, iż Ziobro posługiwał się ABW i prokuraturą w sposób „przywodzący na myśl działania Stasi albo Securitate Ceausescu”. Sympatyzujące z PO media rozpętały totalną antypisowską histerię, która trwała przez kolejne lata. Mimo prorządowej postawy większości mediów zarzuty „zbrodni PiS-u” nie znajdowały potwierdzenia i wycofywano je jeden po drugim, dopełnieniem jest projekt raportu Andrzeja Czumy. Komisja badała najgłośniejsze zarzuty, które padały pod adresem CBA – m.in. zatrzymanie ministra sportu za rządów PiS Tomasza Lipca, aferę gruntową, sprawę Beaty Sawickiej, rzekomą inwigilację dziennikarzy.

„(...) Postępowanie przed Komisją nie dostarczyło podstaw do stwierdzenia, aby w okresie od 31 października 2005 r. do 16 listopada 2007 r. istniał mechanizm, który umożliwiałby funkcjonariuszom publicznym zajmującym kierownicze stanowiska państwowe nielegalne wywieranie wpływu na prokuratorów, funkcjonariuszy Policji i służb specjalnych w celu wymuszania przez nich przekroczenia uprawnień w związku z postępowaniami karnymi przeciwko lub z udziałem członków Rady Ministrów, posłów na Sejm RP oraz dziennikarzy. (…) Komisja stwierdza, że działania byłych prezesów Rady Ministrów – Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego, wszystkich byłych Komendantów Głównych Policji pełniących obowiązki w okresie będącym przedmiotem badania Komisji oraz byłego Szefa ABW Witolda Marczuka nie nasuwają – w badanym przez Komisję zakresie – zastrzeżeń. Brak jest też podstaw do tego, aby zarzucić naruszenie prawa byłemu Ministrowi Sprawiedliwości – Prokuratorowi Generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. (...) Komisja nie znalazła podstaw do formułowania wniosków o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej wymienionych osób. Były Szef CBA – Mariusz Kamiński – nie podejmował działań, które można by ocenić jako wymuszanie przekroczenia uprawnień wobec podległych funkcjonariuszy. Komisja nie dopatrzyła się także znamion czynu zabronionego w czynnościach podejmowanych przez byłego Szefa ABW” – czytamy w raporcie przewodniczącego komisji śledczej Andrzeja Czumy.

> „Potencjalni podejrzani”
Jednym z najważniejszych dokumentów, do jakich dotarła „Gazeta Polska” i na którym m.in. oparł się raport Andrzeja Czumy w rozdziale dotyczącym afery gruntowej, są akta sprawy sądowej dotyczące byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, który został przez prokuraturę, a później sąd uznany za „potencjalnie podejrzanego” w aferze gruntowej.

W listopadzie 2009 r. warszawska Prokuratura Okręgowa umorzyła śledztwo przeciwko byłemu szefowi MSWiA Januszowi Kaczmarkowi, byłemu komendantowi głównemu policji Konradowi Kornatowskiemu oraz biznesmenowi Ryszardowi Krauzemu. Wszyscy mieli postawione zarzuty składania fałszywych zeznań w śledztwie dotyczącym afery gruntowej.

Prokuratura uznała, że jako „potencjalni podejrzani” mogli kłamać, mówiąc o spotkaniu w hotelu Marriott. Na tę decyzję złożył zażalenie Janusz Kaczmarek, którego przed sądem reprezentował mec. Wojciech Brochwicz. Kaczmarek chciał zmiany stanowiska prokuratury, jednak Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa 2 lutego 2010 r. uznał, że decyzja prokuratury była słuszna, a zażalenie nie zasługuje na uwzględnienie.

W raporcie Andrzeja Czumy dokładnie jest zbadane działanie służb i prokuratury w wątkach dotyczących Janusza Kaczmarka.

„Komisja uznała, że brak jest podstaw do stwierdzenia, że na prokuratorów prowadzących i nadzorujących omawiane postępowania karne wywierano nielegalny wpływ, zwłaszcza w celu ukierunkowania tych postępowań przeciwko Januszowi Kaczmarkowi” – stwierdził przewodniczący komisji.

Komentujący raport Czumy, posłowie PO niemal od razu zapowiedzieli swój własny, ostrzejszy raport.

„I to się nazywa sprawność. Nie mają znaczenia długie miesiące pracy, dokumenty, przesłuchania. Efekt miał być inny i zapewne posłowie PO postarają się, że będzie” – ten komentarz napisany przez jednego z internautów najlepiej oddaje stan demokracji w państwie Platformy Obywatelskiej.

Cały tekst jest znajduje się w najnowszym numerze "Gazety Polskiej" dostępnej w kioskach.

http://niezalezna.pl/15050-kij-w-szprychy-wyborcze-po






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334