Strona główna » Kalisz z Wałęsą na czele „Oburzonych”

Kalisz z Wałęsą na czele „Oburzonych”

Nie więcej niż 200 osób wzięło udział w demonstracji "oburzonych" w Warszawie, zorganizowanej przez "Porozumienie 15 października". Była to polska odpowiedź na protesty w świecie przeciwko sytuacji w gospodarce i jak każda zagraniczna nowinka, potraktowana została przez postępowych polityków na równi z paradą gejów. Przybyli więc na nią feministka Nowicka i pederasta Biedroń z Ruchu Palikota oraz aspirujący do stanowiska szefa SLD „oburzony” Ryszard Kalisz.

Jak pamiętam, ostatnio oburzony Kalisz narzekał na zbyt niską pensję posła – wynoszącą zaledwie 12 tysięcy złotych, co nie wystarcza mu na garnitury zamawiane w Hongkongu, słynne w stolicy i poza nią kolacyjki w zamkniętych na tę okoliczność lokalach i utrzymanie Jaguara. Ryszard Kalisz, jak przystało na posła, który dba o dobro potencjalnych wyborców „kawiorowej” lewicy, chciał wtopić się w tłum protestujących, ale został rozpoznany i wygwizdany. Ale, gdy Kalisz przebierze się następnym razem za opuchniętego z głodu robotnika sezonowego, to kto wie, co jeszcze będzie mógł zdziałać….

Nauczony doświadczeniem wygwizdanego Kalisza nasz bohater narodowy, czyli Lech Wałęsa – przytomnie wsparł „oburzonych” – ale nie tych z Warszawy, lecz z Wall Street. Oburzony Wałęsa gotów jest się do nich przyłączyć, co oczywiście wymagać będzie przelotu samolotem klasy business (inną laureat Nagrody Nobla nie lata) do Nowego Jorku, gdzie na lotnisku zostanie odebrany przez konsulat, a następnie podwieziony limuzyną w okolice Wall Street, ale już w przebraniu bezrobotnego z Bronxu…

Nasz oburzony na system Lech Wałęsa liczy bowiem, że demonstrujący na Wall Street zapłacą mu za wsparcie nie mniej, niż zapłacił mu Libertas. Bo Wałęsa (podobnie do zawodowego lewicowca Kalisza), jako zawodowy rewolucjonista musi za co kupić sobie nowy garnitur, koszulę czy skarpetki - jak tłumaczył swoje pojawienie się na kongresie partii "Libertas". Ponadto każdy wie, że Wałęsa za darmo nigdzie się nie pojawi. A jaki jest taryfikator zawodowego rewolucjonisty powie wam sam Gulczas…

Nie ulega wątpliwości, że na słusznym proteście przeciwko chciwości banków i polityków, wypłyną kolejne szumowiny, typu Joschka Fischer, Daniel Cohn-Bendit czy Jerry Rubin. Skrajnie lewicowy amerykański dziennikarz i aktywista ruchu Okupuj Wall Street (OWS) Jed Brandt - to przykład urodzonego menedżera. Mimo wiary w międzynarodowy komunizm jest mistrzem fundraisingu. W ciągu kilku dni za jego sprawą OWS zebrał 50 tys. dol. Wcześniej dał się poznać jako współtwórca i publicysta popularnego lewicowego tabloidu „Spheric”...

Każdy z liderów OWS w USA z powodzeniem mógłby pełnić rolę słynnego w latach 30. populisty Huey Longa. Autor programu „Podzielmy nasze bogactwo” i krytyk Fed wypłynął na Wielkim Kryzysie. Radykalny lewak doskonale odnajdował się w roli ubranego w garnitur senatora, który niemal rzucił wyzwanie w walce o prezydenturę Franklinowi Rooseveltowi. Zatem bardziej interesujące niż dzisiejsze protesty będzie przyglądanie się temu, jak oburzonych zasysa system - lub obserwacja, jak pieszczochy systemu, w rodzaju Wałęsy i Kalisza nagle oburzają się na system, który ich wyniósł do władzy i pieniędzy, o których nie mogą marzyć ci, co dzisiaj protestują z powodu biedy lub braku pracy.

A problem jest i to problem poważny, związany z liberalnym kapitalizmem, który zwekslował w kierunku neo-kolonializmu. W tym systemie niewolnikami stali się pracownicy, którzy tak jak w Polsce, zatrudniani są na śmieciowych umowach lub pracują na czarno – dodatkowo pouczani o konieczności dalszego zaciągania pasa, aby wyjść z kryzysu. Co drugi dzień w postępowych telewizjach (gdzie byle redaktorzyna zarabia miesięcznie więcej, niż zwyczajny człowiek w ciągu roku) - pojawiają się doradcy bankowi ze swoimi radami na temat wyjścia z kryzysu. Nigdy z ich ust nie słyszałem, że należałoby drastycznie ograniczyć zarobki szefów banków, czy wielkich korporacji, ograniczyć marże banków i skończyć z pompowaniem pieniędzy podatników w banki, które i tak padną, skoro nasze pieniądze w pierwszej kolejności trafią do kieszeni prezesów banków.

W tych pogadankach dla debili zawsze padają propozycje zniesienia płacy minimalnej, liberalizacji kodeksu pracy i ograniczenia świadczeń społecznych. Bo dla neo-kapitalizmu, który coraz bardziej przypomina neo-kolonializm ludzie stają się zbędnym balastem, a szczególnie ci, którzy posiadają dzieci. To za rządów Tuska Polska spadła na jedno z ostatnich miejsc w świecie pod względem dzietności, bo więcej tu ludzi umiera niż się rodzi. Czy ktoś słyszał, by jakikolwiek „ekonomista” w Polsce zaproponował obniżenie podatków dla ludzi najmniej zarabiających, którzy dodatkowo posiadają dzieci, ot na przykład: o 5% mniej podatku za każde dziecko ? Nie. Tu się proponuje dołożyć kasę tym, co jej mają najwięcej. Bankierom. A oni i tak zwiną kiedyś swoje lewe biznesy i pojadą na prawdziwą Zieloną Wyspę, otoczoną w dodatku rafą koralową…

Gdy spojrzymy na listę najbogatszych ludzi na świecie, to wielu z nich mogłoby kupić Polskę, wraz z jej długami. Skoro majątek takiego Carlosa Slima wynosi…74 biliony dolarów, to oznacza ni mniej ni więcej, tylko wartość 148 lat dzisiejszego PKB Polski ! Oczywiście, że w porównaniu z Carlosem Slimem, Kalisz i Wałęsa to biedacy. Ale "biedacy" typu Kalisz i Wałęsa zupełnie nie wiedzą, że istnieje prawdziwa nędza. I to pod ich nosem! Te 1500, a nawet 2000 złotych, galopujące ceny energii, konieczność wychowania i wyżywienia dzieci i 5000 złotych za metr kwadratowy mieszkania…

A to jest zadanie dla prawdziwej - "niekawiorowej", jak SLD czy Ruch Palikota opozycji w Polsce, zanim zaskoczy nas masowy protest oburzonych. Jeśli PIS nie przygotuje się do nadciągającej katastrofy - na czele polskiej Wiosny Ludów znów staną ci, którzy mają najwięcej do stracenia.






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334