Strona główna » Festiwal drwin i ultrasonografia

Festiwal drwin i ultrasonografia

W piątek 17 grudnia, przy okazji ważnej rocznicy, obejrzałem wieczorne wiadomości w TVP. Program okazał się (z małymi wyjątkami) zdumiewającym festiwalem drwin.

Zaczęło się od drwin Pana Prezydenta Rzeczypospolitej z wolnej i sprawiedliwej Polski. Nie wiem, jak Pan Prezydent potrafił godzić bycie lojalnym zięciem (wielokrotnie deklarował, jak bardzo przywiązany jest do rodzinnych wartości) i równocześnie dobrym opozycjonistą solidarnościowym. Załóżmy, że to jego sprawa. Natomiast wiem na pewno, że nie można jednocześnie hołubić generała Jaruzelskiego i być wiarygodnym wobec ofiar grudnia 1970, których najwyższe kierownictwo ówczesnego Państwa kazało rozstrzelać, ma się rozumieć dla dobra klasy robotniczej. Mniej zorientowanym przypominam, że w 1970 roku generał był ministrem obrony narodowej, czyli pełnił jedno z najwyższych stanowisk wojskowych w PRL. Pan Prezydent Komorowski, który w byciu „prezydentem wszystkich Polaków” zaszedł znacznie dalej niż Pan Aleksander Kwaśniewski, powinien się jednak zdecydować, z kim, a właściwie z czym, z jakim systemem wartości trzyma, bo sprawa jest kluczowa dla tożsamości Polski, dla jej korzeni i dla jej celów. A już superdrwiną w jego ustach okazuje się deklaracja, że brak skutecznego osądzenia tamtych zdarzeń jest … porażką ! Ciekawe, czyją ?

Dalej, według starszeństwa, zadrwił sobie z osób zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej Pan Premier Tusk, stwierdzając, że raport MAK’u jest nie do przyjęcia i że jest dużo ludzi w Rosji, którzy nie chcą wyjaśnienia przyczyn katastrofy. No patrzcie Państwo ! Co prawda Pan Premier mógł był dowiedzieć się już w ciągu 2 tygodni po katastrofie dlaczego raport MAK będzie NA PEWNO nie do przyjęcia, jako że huczało o tym w Internecie i wypowiadali się co rozumniejsi analitycy (sam pamiętam taką wypowiedź w TV Ziemkiewicza). Ale kto by się tam przejmował oszołomami. Co innego teraz, kiedy już dowody zniszczył czas i rosyjska zima, teraz to już zupełnie co innego, nie do przyjęcia ma się rozumieć.

Kolejne drwiny nie były już oczywiście tej klasy, co pochodzące od najważniejszych osób w Państwie. Ale też warto im się przyjrzeć. W Sejmie Platforma oraz PJN zadrwiły z systemu finansowania partii politycznych, redukując tzw. dotację dla partii politycznych. Panie i panów z PJN rozumiem - nikt na ich partię nie głosował, więc na kasę nie mogli liczyć. Skoro nie można mieć samemu, najlepiej zabrać też innym - to logiczne. Swoją drogą - czy nie byłoby sprawiedliwie, żeby członkowie PJN złożyli mandaty i ubiegali się o wybór pod własnym szyldem ? W końcu są w Sejmie, bo ktoś głosował na PiS, prawda ?

W przypadku PO sprawa obcięcia dotacji jest znacznie ciekawsza - w ich przypadku drwina polega na tym, że są już pewni całkowitej hegemonii w mediach, poczynając od zaprzyjaźnionych agentur (pardon, telewizji) „prywatnych”, poprzez opiniotwórcze czasopisma, kończąc na przejętej właśnie TVP. Oczywiście jest jeszcze kilka niezależnych pism, jedno ogólnopolskie radio z telewizją i trochę wolności w Internecie, ale mediom klasycznym wystarczy odpowiednio przylepić etykietkę oszołomów i im podobnych rydzykantów, a blogi w Internecie nie są zbyt groźne - żeby poznać o co w nich chodzi, trzeba umieć przeczytać ze zrozumieniem więcej niż pięć zdań, a to dzięki nowoczesnej edukacji umiejętność coraz rzadsza. Po co więc dotacja dla różnych partii, w tym, nie daj Boże opozycyjnych, skoro właściwej partii zaprzyjaźnione media zrobią co trzeba „za darmo” ?

Następnie z podróżujących i nie tylko drwił minister infrastruktury, twierdząc, że kiedyś oczywiście będzie świetnie, tyle, że na razie nie umiemy przygotować nowego rozkładu jazdy pociągów. To ci dopiero nowina - o ile pamiętam, ze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu jeździło znacznie więcej pociągów niż teraz, a mimo to jakoś udawało się ułożyć i rozpropagować rozkład jazdy, mimo braku komputerów i Internetu. Więc trochę musiałby zdumiewać obecny poziom niekompetencji w zarządzaniu koleją, gdyby mieć pewność, że jest to rzeczywiście niekompetencja. A może nie, może cały kryzys jaki mamy w tym roku, jest po prostu próbą rozłożenia polskich kolei na łopatki przed przejęciem przez jedynie słuszne koleje niemieckie ? Taki scenariusz jest realny, zaś entuzjastom germanizacji naszej PKP spieszę przypomnieć, że jak autostrady z funduszy UE buduje się w Polsce prawie wyłącznie w kierunku wschód-zachód, wygodnym dla Niemców, tak i koleje pod zarządem Deutsche Bahn raczej nie będą jeździły w kierunkach przydatnych jedynie Polakom z wojewódzkich i powiatowych miast.

Wreszcie ponownie Premier - tym razem „sukces” w postaci zgody UE na udawanie, że Polska ma „mniejszy” niż naprawdę dług publiczny. No może niepotrzebnie użyłem słowa „naprawdę”, bo naprawdę zobowiązania publiczne w Polsce są jeszcze znacznie wyższe niż dotychczas podawane oficjalnie. Wobec tego specyficznego zwycięstwa nie trzeba będzie jeszcze czas jakiś nic robić w kwestii długu, w szczególności ciąć wydatków i reformować finansów publicznych. Aby do wyborów w 2011 roku, potem co prawda będzie jeszcze trudniej, ale co to kogo obchodzi. A swoją drogą, co zrobią teraz z licznikiem Balcerowicza w Warszawie - cofną ? To może być rewolucja we współczesnej fizyce, będzie bowiem dowodem na to, że można cofnąć czas w makroskali !

No cóż, trochę za wiele tych drwin z rozumu i przyzwoitości, jak na jedno wydanie Wiadomości. Chyba mój ciasny umysł będzie musiał zrezygnować z dalszego oglądania. Na szczęście we środy późno w nocy jest ciągle skracany, ale nieustannie ciekawy program Pospieszalskiego, a w poniedziałki „Rozbójnik Rumcajs”, więc jeszcze coś wartościowego w publicznej telewizji zostało.

Ale nic to, jak powiedział kiedyś pan Wołodyjowski, broniąc Kamieńca i przedmurza chrześcijańskiej cywilizacji przed najazdem Islamu. Cóż to w końcu za drwiny, te wspomniane powyżej ? Zbliża się w przecież Boże Narodzenie, w świecie post-chrześcijańskim obszar drwiny zdumiewającej, systemowej, drwiny z samych podstaw cywilizacji. No bo z jednej strony Europa i Ameryka bawi się ostro w „Christmas” dopóki oznacza to wielkie zakupy, trochę ckliwych melodii granych przedwcześnie i typowo „christmasową” demolkę pod tytułem „Kevin sam w domu”. Jednak nie wolno absolutnie tykać ani źródeł tego święta, ani wartości czy zobowiązań, które mogłyby z tych źródeł wynikać.

W tym kontekście uzasadniony gniew środowisk postępu wzbudził plakat, jaki przygotowali niedawno brytyjscy chrześcijanie. Załączam miniaturkę oraz przydługi link do obrazu w sensownej rozdzielczości (3.bp.blogspot.com/_P7sAJI9JIQw/TOUp1i6eOMI/AAAAAAAAAO4/6lfOlNsyddY/s1600/Christmas+starts+with+Christ+-+He%2527s+on+His+Way+poster_2010_hi_res.jpg):

W gruncie rzeczy nie mamy tu nic nowego. Ultrasonograf pokazuje nam tę samą prawdę, którą tysiąclecia temu wyśpiewał psalmista: „Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze i utkałeś mnie w łonie mej matki.” Do tego właśnie mamy prawo - żebyśmy zostali utkani przez Niego w łonie matki. To prawda w odniesieniu do każdego i każdej z nas, jednak w Bożym Narodzeniu chodzi o znacznie więcej - Bóg utkał w łonie Matki SAMEGO SIEBIE.

Jest więc jeszcze nadzieja. ON jest w drodze ! Nadal jest gotów walczyć o człowieka. Boże Narodzenie pewien chrześcijański autor nazwał „Wielką Inwazją, śmiałym najazdem władcy dobra na obóz zła we wszechświecie”. A choć ten Władca ma w każdej chwili do dyspozycji dwanaście zastępów aniołów, których moc i chwała może porazić mieszkańców Ziemi, dokonał desantu sam, jako Dziecko, pod opieką przybranego ojca i Matki, wyposażony w osła jako środek transportu. Tak wolał - bo chce nas przekonać, a nie pokonać. Jednak ten desant na świat okupowany przez Nieprzyjaciela pozostaje istotną treścią zbliżającego się święta. Może Boże Narodzenie to była, jak śpiewamy „cicha noc” - ale na pewno nie była to noc spokojna. Tamtej Nocy zegar wszechświata zatrzymał się, żeby za chwilę ruszyć na nowo. „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”

Życzę więc moim miłym czytelnikom, z okazji Świąt Bożego Narodzenia - niepokoju. Świętego niepokoju, który nie pozwala machnąć ręką i stwierdzić, że jest ogólnie przechlapane i przecież nic i tak nie da się zrobić. Oczyszczającego niepokoju, który każe zerwać się w środku Nocy i biec na spotkanie z Władcą. Żeby poprosić Go o kolejną szansę. Poprosić, żeby uderzył nas swoim mieczem i pozwolił stanąć w szeregach Jego armii. Wtedy dopiero będziemy bezpieczni - bo On sam będzie walczył o nas i za nas.

Piotr Jungiewicz






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334