Strona główna » „Czego oni ich uczą w tych szkołach ?”

„Czego oni ich uczą w tych szkołach ?”

PIOTR JUNGIEWICZ: Powyższe zdanie pada z ust zdumionego Profesora w pierwszej części „Opowieści z Narnii” Lewis’a. Książki napisanej w czasach, gdy alternatywne światy pączkowały bezpośrednio w wyobraźni dzieci, a nie wypełzały - najczęściej ociekając krwią - z ekranu konsoli od gier. W czasach, kiedy dopiero rozpoczynało się „nowoczesne” nauczanie. Lewis już w czasach II Wojny Światowej miał kapitalną intuicję, jak będzie wyglądało społeczeństwo przez takie nauczanie ukształtowane.

A czego uczono w szkole dawniej ? W czasach, kiedy osobę z maturą można było śmiało uważać za wszechstronnie WYKSZTAŁCONĄ, a ukończenie Uniwersytetu czy Politechniki gwarantowało najwyższy poziom intelektu i wyrobienia. Jak sama nazwa wskazuje, w polskiej podstawówce przed wojną uczono … podstaw. To znaczy czytania, pisania, rachowania. Czyli inaczej rzecz ujmując - absolutnych podstaw myślenia. Myślenie bez umiejętności czytania, pisania i rachowania jest bezpodstawne, a człowiek pozbawiony takich umiejętności - bezbronny wobec systemu. Bo jak się bronić przed legalnym rabunkiem na przykład, kiedy w celu policzenia procentu trzeba wzywać firmę konsultingową z Ameryki ? Jak zrozumieć, czym grozi nam zmiana ustawy, jeżeli ewentualnie groźna dla nas treść jest 26 podpunktem 7 punktu 12 akapitu, pod warunkiem negatywnej interpretacji wynikającej z zupełnie innej ustawy ?

Tu dygresja. W „Podróżach Guliwera” opisany jest kraj, w którym „żadna ustawa nie może liczyć więcej słów niż jest liter w ich alfabecie, a tych jest dwadzieścia i dwie”. Ale to temat na osobny artykuł, wróćmy na razie do problemów edukacji.

W gimnazjum i liceum w dawniejszych czasach uczono już bardziej wyrafinowanych umiejętności, jednak nadal ukierunkowanych na rozwijanie samodzielnego myślenia. Poniżej tylko dwa przykłady, czego NIE UCZĄ dziś w szkole.

Czy zdajemy sobie sprawę, jak ważna jest sztuka publicznego przemawiania, zwana dawniej retoryką ? Podobno w starożytnej Grecji jedynie człowiek wolny miał prawo przemawiać głośno i publicznie. Kiedyś uczono tego w szkole. Oczywiście i dzisiaj sztuka przemawiania we własnym lub czyimś imieniu jest niezwykle cenna, ale czy można ją poznać na zajęciach szkolnych ? Czy większość młodzieży nie mamrocze pod nosem, kiedy musi wyrazić głosem jakąś myśl ? Nie czarujmy się – czatrumy i GemboKsienga (fonetyka środkowoatlantycka) nie zastąpią wzajemnego kontaktu prawdziwych ludzi w prawdziwych sprawach. Żeby się spotkać naprawdę, trzeba spojrzeć rozmówcy w oczy i coś powiedzieć z sensem. Od siebie.

I mój ulubiony przedmiot - logika. Czy wyobrażacie sobie Państwo, jak groźne dla władzy, a jeszcze bardziej dla mediów jest społeczeństwo, którego członkowie logicznie myślą ? Jak w takim społeczeństwie prowadzić jakiekolwiek kampanie polityczne i marketingowe w oparciu o drwinę, próżność i grę hormonów ? Kończy się wtedy zabawa w tresurę (pardon, socjotechnikę) i zaczyna problem - konsumentów czy wyborców trzeba PRZEKONAĆ, trzeba im coś UDOWODNIĆ. A to jest strasznie męczące. Łatwiej błysnąć, huknąć, przewrócić oczami, aż ślina zacznie cieknąć sama. W praktyce społeczeństwo powszechnie myślące jest znacznie groźniejsze dla władzy od społeczeństwa powszechnie uzbrojonego w broń palną.

Przyznam, że z nadzieją obserwowałem reformę edukacji, z podziałem na podstawówkę, gimnazjum i liceum. Bo wyobrażałem sobie naiwnie, że 6 lat nauki podstawowej wystarczy, żeby nauczyć podstaw (patrz wyżej), a gimnazjum stanie się młodszą szkołą średnią („junior high school”). I będziemy mieli sześć lat nauki na poziomie średnim, dla tych oczywiście, którym na nauce zależy. Jednak nastąpiło zwycięstwo politycznej poprawności, mylącej prawo do edukacji z obowiązkiem edukacji niezależnie od chęci edukowanego. Równolegle polityczna poprawność podkopuje autorytet szkoły, uniemożliwiając jej skuteczny wpływ wychowawczy na młodzież. W efekcie mamy 9-letnią podstawówkę, która i tak nie uczy podstaw, bo część młodzieży się w gimnazjum zwyczajnie nudzi, a część poświęca swoją energię inicjacji alkoholowej, seksualnej, nikotynowej itp. A potem, dla tych którzy chcą się kształcić w zakresie większym niż podstawy, pozostaje króciutka szkoła średnia. W niej zaś robi się wszystko, żeby maksymalnie ograniczyć zakres przedmiotów rozwijających samodzielne myślenie, jak to zrobiono jakiś czas temu z fizyką, a ostatnio próbuje się zrobić z historią. No ale po co przeciętny wyborca miałby nadmiernie znać i rozumieć historię, zwłaszcza własnego kraju, kłopotów mamy przecież i bez tego aż nadto.

Pamiętam takie hasło z jakiejś demonstracji: „błędy lekarzy kryje ziemia, błędy nauczycieli zasiadają w parlamentach”. Ale czy to naprawdę błędy nauczycieli ? Czy nie powstaje na naszych oczach system, w którym najwyżej kilka procent obywateli ma umieć samodzielnie myśleć, a reszta powinna posiadać pożytecznie społeczną umiejętność włączenia pilota w telewizorze ?

Według mnie krytyczna dla wolności obywateli jest jakość ich edukacji i formacji charakteru, szczególnie zaś budowanie umiejętności samodzielnego myślenia i szerokości spojrzenia tych, którzy mają ukończyć szkoły średnie i ewentualnie wyższe. Bo to oni będą liderami następnego pokolenia. Dbanie o edukację to jedno z najważniejszych zadań rodziców - ale i władz państwowych i lokalnych, które powinny im jak najskuteczniej pomagać. Słabiej to widać na oko, niż nowe drogi i budynki. Ale znaczenie strategiczne dla przetrwania Narodu ma absolutnie pierwszorzędne.

Na koniec uwaga cywilizacyjna. W latach 80-tych zwiedzałem Muzeum Nauki w Londynie. Byłem wtedy studentem elektroniki, miłośnikiem fizyki i matematyki. I byłem zachwycony działem dla dzieci i młodzieży, gdzie każdy mógł samodzielnie uruchamiać różne eksperymenty i obserwować ich przebieg. A potem zacząłem obserwować dzieci. Dzieci białe, pewnie w większości brytyjskie, biegały najczęściej bez ładu i składu, naciskając kolejne przyciski i nie czekając na efekt eksperymentu, biegły dalej. Potem zauważyłem dorosłego Azjatę, który przyszedł do muzeum razem ze swoim synkiem. Powoli przechodzili od stanowiska do stanowiska, ojciec tłumaczył coś chwilę w niezrozumiałym dla mnie języku, potem dziecko uruchamiało eksperyment. Chwila obserwacji, następnie przechodzili do następnego stanowiska…

Czy cywilizacja europejska właśnie umiera na naszych oczach ?

Piotr Jungiewicz






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334