Strona główna » Ciężkie czasy...

Ciężkie czasy...

Oj, ciężkie czasy, jak mawiał pewien krasoarmiejec dźwigając trofiejny zegar z ratusza. Cieżkie czasy nastały mianowicie dla Murzynkow, co to zrobili swoje, a zamiast nagrody są utylizowani w nadziei, a raczej nadzieji (niech zyje Pan Prezydent i zreformowana ortografia!), że to usysfakcjonuje publiczność i że na tym się skończy. Otóż rzadko się na tym kończy, a z pirogi trzeba wyrzucac aligatorom coraz to bielszych i bielszych pasażerów. A zresztą, żeby nas tu nie oskarzyli o faszyzm i rasizm, niby nie pierwszyzna, ale po co im to ułatwiać, posłużymy sie naszym swojskim , sarmackim wzorcem, opisywanym chyba i przez Rzewuskiego i przez Wańkowicza, pamięć nie myli (asekuruję się, bo jednak czasem myli). Otóz , jak wataha wilków dobiegała już do sań mknących przez leśną drogę, to z tych sań wypychano jednego z pasażerów, jak domniemywam , nieco niżej ulokowanego w hierarchii, lub też mniej popularnego w okolicy. Przykład nawet lepszy, bo też i wataha , zamiast sie dawac dożynać, sama zaczyna kąsać i dobierać sie do tyłków rozmaitym cynglom, do tej pory wiernie służącym dożynającym.

Ostatnie tygodnie na pewno nie będą miło wspominane w obozie władzy, a wszystko wskazuje, że to dopiero sałatka i apetizer przed głownym daniem. A przecież jeszcze czeka deser, już tam sobie kazdy dopowie, kogo widzi na tym miejscu, tylko prosze z szacunkiem dla majestatu. Może powstać i przyjąć postawę zasadniczą? Bo to i paragraf na to jest! Wspomniałem wczoraj, że raz jednak sie zgodziłem z Markiem Migalskim, skądinąd osobnikiem nieprzesadnie sympatycznym, gdy napisał, że Tusk dla zachowania władzy nie cofnie się przed żadnym środkiem, wszystko jedno, legalnym, czy nielegalnym, bo nie ma wyjscia, przegra, to go wdzieczny naród zapudłuje za całokształt, a przede wszystkim za Smoleńsk. I ma rację podwojnie- nie cofnie się i zapudłują go. Chyba, że zdąży sie zatrudnić na jakimś stanowisku unijnym z immunitetem , czy jakimkolwiek innym, najlepiej w kraju, który nie podpisał z Polską umowy o wzajemną ekstradycję. Ostatnio załatwił na nasz rachunek „wziątkę” w wysokości 7 miliardów, jesli mnie pamięć nie myli, zatem gra ostro , a desperacja jest spora. No, ale przez tą „bratnią pomoc” głodującym Włochom i Grekom ma jeszcze jeden powód, by trafić pod sąd.

No, ale do tej pory obśmiewaliśmy dymisje, czyli show pod tytułem „ I tak miałem odejść, bo w takim towarzystwie nie da się pracować” i spektakularne draśnięcia policzków, czyli show pod tytułem „Rejtan dla ubogich”, albo „seppuku wersja nadwiślańska”. A tu tymczasem zaczyna dochodzić do rozwiązan ostatecznych, bo oto czytam, że pułkownik Tobiasz, główny świadek i spiritus movens „afery marszałkowskiej” zmarł na dwa tygodnie przed stawieniem sie przed sądem i złożeniem zeznań, jak pisze „Niezależna”. Tu mamy dysonans poznawczy, bo w tym samym czasie „Wyborcza” radośnie donosi, że nic nie szkodzi, bo zeznania już złożył i niczego to nie zmieni. Nie wiadomo, czy ma to znaczyć, że wyrok juz zaklepany? A może w pamięci towarzyszy stanęły sceny, gdy sąd kwitował odwołanie zeznań świadka, czy oskarżonego, który nawet koszulę ściagał, by pokazać sine plecy, suchym: „sad przyjmuje zeznania swiadka złożone w śledztwie”. No, w każdym razie obie wersje prawdziwe być nie mogą, pewnie wkrotce będziemy wiedzieć wiecej.

W pierwszej chwili w mym paranoicznym i jątrzącym umyśle przesunęły sie obrazy Seryjnego Samobójcy, sznura od odkurzacza, worka bokserskiego, ciężarówki ze żwirem, czy nawet piły mechanicznej i syna, co postradał zmysły, a rano nic nie pamięta. Czytam jednak, że świadek zmarł „niespodziewanie, ale z przyczyn naturalnych, bo miał kłopoty z krążeniem”. Pogratulowac szybkości w ustalaniu przyczyn, ale przy takiej ilości przypadków to już rutyna. „Był czas przywyknąć przecie”, jak mawiała Pawlakowa z „Samych swoich”.

Sama afera, jak niektórzy pamiętają, a przytaczać byłoby za dlugo, odsyłam do tekstów Aleksandra Ściosa na ten temat, tam jest wszystko, lepiej nie napiszę, choćbym siedział dzień i pół nocy, jest zupełnie niesłychanym przypadkiem prowokacji przeciwko Komisji Likwidacyjnej Antoniego Macierewicza, zakończonej kompletnym fiaskiem. Kompletnym, jeśli nie liczyć „sukcesu” doprowadzenia do próby samobójczej Wojciecha Sumlińskiego, dobrowolnego przyjęcia kary przez płk. Lichockiego i już zupełnie extra bonusem- konfiskatą materiałów, jakie Sumliński gromadził do swej nowej książki o morderstwie księdza Popiełuszki. Materiały były wybuchowe, bo obalajace oficjalną wersję tego mordu załozycielskiego III RP i wskazujące na rzeczywistych inspiratorów i na zmowę milczenia po obu stronach, wydawałoby się , barykady. Czy te materiały były przyczyną, czy jednak celem był Macierewicz, nie wiemy, a może chciano ustrzelić dwa zające jednym pociskiem? A jako zupełna ciekawostkę podam wiadomość, że płk Tobiasz był attache w Moskwie w tym samym czasie co Turowski, posiadacz swoistej „korony Himlajów”, bo oglądał zamach na papieża na placu Świętego Piotra , jako polski jezuita, oraz zamach ma Prezydenta w Smoleńsku, jako polski dyplomata. No, ale to przypadek. Na pewno.

W tej sprawie w sposób cudowny i niespodziany pojawiły się postaci Komorowskiego ( całooość, powstań!), Grasia i Bondaryka. Grasia pewnie by poświęcili bez żalu, a pewnie i z ulgą, ale na dwie pozostałe postaci przecież nie mógł paść nawet cień. I nie padnie, bo sprawa bez swego , jak pisaliśmy, spiritus movens raczej sie rozmyje. Sumliński jest oczyszczony z zarzutów. I tylko płk Lichocki się w tej sprawie , jak na to wychodzi, pospieszył. Ale chociaż żyje.

P.S. Zachęcam nieustająco do czytania moich felietonów w Gazecie Polskiej Codziennie, tylko w gazecie, exclusive!

http://freepl.info/seawolf
http://gpcodziennie.pl/autor/seawolf
http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/
http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy
http://seawolf.salon24.pl/

Oraz w wersji audio tutaj:
http://niepoprawneradio.pl/

http://niepoprawni.pl/blog/1489/ciezkie-czasy






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334