Strona główna » Arka Noego czy Titanic ?

Arka Noego czy Titanic ?

PIOTR JUNGIEWICZ:  Ktoś powiedział kiedyś, że „największym interesem świata byłoby kupić ludzi za tyle, ile są warci i sprzedać za tyle, na ile się oceniają.” To kapitalne stwierdzenie, ale myślę, że brak mu rozmachu. Bo jeszcze większym interesem byłoby sprzedać tych ludzi za tyle, za ile oni sami próbują się sprzedać.

Najlepszym dowodem jest festiwal obietnic i przechwałek, zwany potocznie kampanią wyborczą. Standardowym chwytem jest w nim przypisywanie sobie WSZYSTKICH możliwych zasług, zwłaszcza zaś WSZYSTKICH projektów udanych lub takich, które chwilowo uchodzą za udane, jakie w ogóle miały miejsce w pobliżu zachwalającego swoje zasługi czy możliwości kandydata. W konsekwencji, gdyby tak posumować wartości wszystkich osiągnięć, które przypisują sobie z osobna jako zasługę poszczególni kandydaci, nasz piękny powiat i jego miasta, i gminy miałyby już dawno platynowe chodniki. Ale co tam - naród i tak tego pewnie nie zauważy.

Tymczasem rzeczywiste dobro jest cichutkie i słabo rzuca się w oczy. Polega na mrówczej pracy, na integralnym, konsekwentnym działaniu w sensownym kierunku, na wierności zasadom i współpracy we wspólnocie. Teoretycznie powinniśmy to rozumieć - w końcu Ten, którego cywilizacja Zachodu nazywa Nauczycielem Dobrym, choć mogłoby Mu służyć na co dzień dwanaście zastępów aniołów, wolał piechotą zasuwać po zakurzonych drogach, prowadząc za Sobą grupę nieudaczników, bufonów i tchórzy. Za to nigdy nie poszedł na kompromis, nie zmienił koloru, nie dostosował swoich zasad do aktualnie panujących warunków, nie nagiął zeznań do okoliczności. „Kto dotrzyma przysięgi niekorzystnej dla siebie (…) i nie da się przekupić przeciw niewinnemu. Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje.” Nie zachwiał się i zwyciężył - choć przegrał. A jego żałośni na pozór adepci otrzymali do rąk broń, która pozwoliła im zdobyć świat.

Jak wobec tego powinniśmy wybierać naszych przedstawicieli ? Może na odwrót ? Proponuję następujący eksperyment myślowy. Załóżmy, że kampanie wyborcze byłyby zakazane, natomiast każdy WYBORCA miałby obowiązek nie rzadziej niż raz na kwartał złożyć tajnie swój głos na osobę, którą uważa za godną pełnienia funkcji publicznej. Dowolną osobę dorosłą ze swojej wspólnoty. Te głosy gromadziłby i sumował jakiś superbezpieczny serwer (no tak, ja wiem, nie ma czegoś takiego). Wszelkie próbki, czyli sondaże, byłyby zakazane i dopiero przed wyborami ogłaszano by listę wg kolejności zdobytych punktów. I … NIESPODZIANKA ! Pierwsza osoba z listy wybierałaby sobie DOWOLNE stanowisko społecznego zaufania, potem druga itd., aż do obsadzenia wszystkich stanowisk. Albo do wyczerpania listy - gdyby wśród osób uznanych za godne zaufania społecznego, nikt nie chciał władzy sprawować. To zaś byłaby druga niespodzianka, może wcale nie tak niespodziewana. No bo niby na co przyzwoitemu człowiekowi zabawa w politykę ?

Powyższe pytanie często można usłyszeć z ust zwyczajnych, poczciwych ludzi. Pogląd ten jest starannie wspomagany przez łobuzów, bo niby po co łobuzom jakaś kontrola ? Podobnie, jak pogląd propagowany na początku tak zwanej prywatyzacji lat 90-tych, bodajże przez ówczesnego Premiera i kolegę partyjnego obecnego Premiera, że pierwszy milion w biznesie trzeba ukraść. Dlatego wielu wydaje się, że do polityki nikt przyzwoity się nie pcha, że wszyscy są umoczeni itd. Przykre to, szczególnie wobec osób, które jednak próbują wejść w służbę publiczną przekonane, że w ten sposób można służyć wspólnemu dobru. Korzyść żadna, a wieszanie psów zapewnione. Jednak myślę, że warto i jestem pewien, że jest to możliwe. Znam przynajmniej jedną osobę, która tego dokonała - mojego Ojca. Który, choć pełnił w swoim życiu różne funkcje związane z władzą, w tym i funkcję posła i wojewody, poprzestawał na wypłacanym mu wynagrodzeniu, nigdy nie załatwił sobie ani swojej rodzinie żadnej posady, kontraktu czy innej korzyści. Nie dlatego, że nie jest zaradny, tylko wyniósł z domu przekonanie, że obrzydliwe jest wykorzystanie władzy w celu osiągnięcia prywatnych korzyści - równie obrzydliwe jak kradzież.

Nie twierdzę rzecz jasna, że kompetencje i doświadczenie w służbie publicznej czy w jakiejkolwiek innej działalności nie są ważne. Są szalenie istotne, ale nie są NAJWAŻNIEJSZE. Najważniejsza jest integralność osobista, czyli charakter tych, którzy mają być do służby publicznej powołani. Przejrzystość ich działania i stabilność przekonań. I wierność - wierność członkom wspólnoty i wierność własnemu sumieniu. Zdaję sobie sprawę, że nasz obecny system pozyskiwania środków publicznych na cele publiczne jest co najmniej mętny. Ale tym bardziej trzeba go powierzyć osobom, których łowienie ryb w mętnej wodzie nie interesuje.

W końcu Arkę Noego zbudowała grupa przejętych swoją misją amatorów, a Titanica skonstruował i wysłał w rejs ogromny zespół kierowany przez chciwych i bezwzględnych profesjonalistów …

Piotr Jungiewicz






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334