Strona główna » Aborcja to publiczna sprawa

Aborcja to publiczna sprawa

- Mój brzuch, moja sprawa – krzyczą na manifestacjach feministki walczące o prawo do zabijania. Ich hasło jest oparte na fałszu. Przyzwolenie na aborcje nie tylko prowadzi do holokaustu nienarodzonych dzieci, ale również niszczy moralność i psychikę całego społeczeństwa.





Środowiska feministyczne, lewicowcy oraz aktywiści pro-choice walczący o prawo do swobodnego zabijania nienarodzonych dzieci wmawiają społeczeństwom, że aborcja to prywatna sprawa kobiety, że to jej prawo i nikt nie powinien mieć wpływu na jej los i decyzję. - Mój brzuch, moja sprawa – krzyczą na każdej niemal manifestacji feministki walczące o prawo do zabijania. Upowszechnienie tego stwierdzenia ma przekonać społeczeństwo, że kobieta ma prawo decydować o tym, czy chce urodzić, czy nie. Jednak zgoda na zabijanie nienarodzonych dzieci, zapisana w obowiązującym prawie, niszczy nie tylko tych, którzy decydują się na zamordowanie dziecka - ona ma fatalny wpływ na całe społeczeństwo, niszczy jego moralność i psychikę. Eksperci, z którymi rozmawiała redakcja portalu Fronda.pl, nie mają wątpliwości - zgoda na zabijanie dzieci nienarodzonych jest groźna dla społeczeństwa.



Jak tłumaczy ksiądz Piotr Kieniewicz, rozumowanie feministek oparte jest na fałszywych przesłankach. - Nawet w odniesieniu do własnego ciała nie mamy pełnej swobody. Nie możemy zrobić z nim absolutnie wszystkiego, na co mamy ochotę. Tym bardziej nie ma swobody kobieta, która nosi w łonie swoje dziecko. W jej brzuchu żyje inny człowiek, zatem jej wolność dysponowania ciałem jest dodatkowo ograniczona przez prawa dziecka – tłumaczy w rozmowie z portalem Fronda.pl. Ksiądz zaznacza, że mówienie „mój brzuch moja sprawa” „oznacza, że albo odmawiamy człowieczeństwa dziecku, albo uznajemy, że skoro ono jeszcze się nie urodziło lub nie urosło, jest mniej warte szacunku i opieki”. - Takie podejście ma często swoje ślady w zapisach prawnych. Państwa przyjmują takie regulacje. Uznają, że dziecko nie jest człowiekiem, i że nie przysługują mu ani prawa wynikające z ludzkiej natury, ani właściwa każdej ludzkiej osobie godność – mówi ksiądz Kieniewicz. Podkreśla, że z „moralnego punktu widzenia takie podejście jest nie do zaakceptowania, tym bardziej, że jest wewnętrznie niespójne”. - Albo ktoś jest człowiekiem od początku istnienia, albo nigdy nim nie będzie. Niezależnie od poziomu rozwoju potomstwo człowieka jest człowiekiem, ponieważ byty nie zmieniają swej natury. To jest elementarna filozofia i logika – mówi nasz rozmówca.



Jednak coraz częściej kraje na całym świecie przyjmują prawo pozwalające na zabijanie nienarodzonych dzieci. Ksiądz Kieniewicz zaznacza, że wprowadzenie takiego prawa jest podejściem „podobnym do rasistowskiego”. - Przyjmujemy bowiem kryteria, według których są ludzie gorsi i lepsi. Ten „nowy rasizm” twierdzi, że aby być w pełni człowiekiem trzeba mieć określony wiek, rozmiar, wygląd, określone zdolności i umiejętności. Zgodnie z takim podejściem dziecko oddychające w łonie matki tlenem pobieranym z krwi jest płodem, ale to samo dziecko oddychające powietrzem przez płuca byłoby już człowiekiem, dzieckiem. Dla mnie to jest podejście nie do zaakceptowania, ponieważ nie trzyma kryteriów elementarnej logiki – zaznacza duchowny. Ksiądz Kieniewicz dodaje, że przyzwolenie na zabijanie dzieci nienarodzonych dzieli społeczeństwo na dwie grupy – tych, którzy mają pełnie praw oraz tych, którzy praw nie mają. - Jak u Orwella: są równi, i bardziej równi od innych. Są słabi, bezsilni i poniżeni, oraz silni, mający władzę zabijania – zaznacza duchowny.



„Człowiek nie jest samotną wyspą”



Moralistka, Anna Borkowska-Kniołek zaznacza, że zgoda na zabijanie dzieci wpływa na całe społeczeństwo, ponieważ stoi w sprzeczności z zasadami, którymi powinni się kierować ludzie. - Powinniśmy się kierować tym, co dzieje się w naszym sercu. Sumienie jest sanktuarium Boga w nas. Tak mówią teologowie-moraliści. Tym powinniśmy się kierować. Jednak osoby niewierzące również mają sumienie. Każdy z nas powinien się kierować prawem naturalnym – zaznacza w rozmowie z portalem Fronda.pl. Przyznaje, że w jej ocenie nie ma czegoś takiego, jak moralność ogólnospołeczna. Jednak nie ma wątpliwości, że prawo dopuszczające do zabijania nienarodzonych dzieci ma negatywny wpływ na moralność obywateli żyjących w danych kraju. - Człowiek nie jest samotną wyspą. Każde zezwolenie na zabijanie wpływa na jakość naszego sumienia. Jeśli istnieje prawo dopuszczające zabicie dziecka, to przepisy takie są dla wielu usprawiedliwieniem. Ludzie często kierują się tym, jakie jest prawo. Jeśli ono dopuszcza zabijanie, to znak, że można dokonywać zbrodniczych rzeczy. Zgodna na zabijanie dzieci osłabia więc moralność indywidualną. Jest usprawiedliwieniem dla złych czynów – tłumaczy Borkowska-Kniołek. Podobnego zdania jest ksiądz Romuald Jaworski, psychoterapeuta ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. - Jeśli podstawowe zasady dotyczące moralności – nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż – są kwestionowane, kondycja duchowa i moralna społeczeństwa jest słabsza – tłumaczy.








Z naszych rozmów wynika, że prawna zgoda na zabijanie nienarodzonych dzieci ma największy wpływ na dwie grupy osób. Pierwszą z nich są osoby młode, kształtujące swój charakter i światopogląd. - W psychice osób młodych wprowadzenie prawa dopuszczającego zabijanie dzieci jest otwarciem liberalnej ścieżki oraz relatywizowaniem wszelkich zasad. To prowadzi do wzrostu poziomu wewnętrznej dysharmonii, aksjologicznego rozchwiania wartości w człowieku. Dla osób, które mają ukształtowany światopogląd i moralność, to będzie miało mniejsze znaczenie – tłumaczy ksiądz Jaworski. Z kolei psychiatra i psychoterapeuta Witold Simon wskazuje na drugą grupę – ludzi o niesprecyzowanych poglądach. W jego ocenie niemal w każdym społeczeństwie istnieją trzy grupy podejścia do zabijania nienarodzonych dzieci. - Jedna grupa osób nie wyobraża sobie, by kiedykolwiek mogła dokonać aborcji. Druga grupa uznaje, że aborcja nie jest niczym problematycznym, że jest jak wyrwanie zęba. I pomiędzy nimi jest duża grupa ludzi, która ma mniej sprecyzowane stanowisko. Nie za bardzo by tej aborcji chciała, ale uznaje, że czasem jest dopuszczalna – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Witold Simon. Zaznacza, że dwie grupy skrajne nie będą oglądały się na prawo. - Ci, którzy aborcję odrzucają z zasady, nie dokonają jej bez względu na to, co się w prawie znajdzie. Z kolei ta grupa, która patrzy na aborcję jako na zwykły zabieg medyczny, dokona aborcji, nawet jeśli będzie to zakazane w ich kraju. Prawne oznaczenie, kiedy człowiek staje się człowiekiem, może mieć więc znaczenie głównie dla tej grupy, która nie myśli o tym na co dzień, nie ma wyrobionego zdania. Oni zastanawiając się nad dokonaniem aborcji sprawdzą stan prawny i wtedy mogą się zasugerować. Dla nich będzie to miało znaczenie – tłumaczy Simon. Podkreśla, że w swojej pracy terapeutycznej często słyszy, że ludzie dokonywali aborcji, ponieważ prawo na to zezwalało. - Często spotykam się z osobami, które dziś mają powyżej 60 lat, a w przeszłości dokonały aborcji. Z ich ust czasem padają słowa tłumaczenia, że prawo zezwalało na aborcję. Kiedyś był to bardzo silny sygnał dla obywateli. Inaczej wygląda to w przypadku ludzi 40-letnich i młodszych. One mówiąc o swojej decyzji dotyczącej aborcji, w ogóle nie odnoszą się do obowiązującego prawa. Jakby ich to nie interesowało. Oni mają swoje własne przekonania, czy ideologię. I jeżeli prawo w Polsce pozwala im na zabicie dziecka to robią to w Polsce, jeśli nie – jadą za granicę – podkreśla Simon.



Racja siły



Inni rozmówcy portalu Fronda.pl wskazują, że negatywny wpływ zgody na aborcje widoczny jest w całym społeczeństwie. Prowadzi bowiem do degradacji moralności ludzi żyjących w kraju, który pozwala na mordowanie dzieci. - Zgoda na zabijanie dzieci nienarodzonych to osłabianie sumienia. Każdy z nas chce żyć. Umiłowanie swojego życia, chęć jego ochrony powinny być dla każdego podstawą do tego, by dawać prawo do życia każdemu człowiekowi. Jeżeli ktoś się godzi na to, by druga osoba umarła, a sam sobie pozwala żyć, to jest to patologiczna sytuacja. To nie jest normalne – mówi portalowi Fronda.pl Anna Borkowska-Kniołek. W jej ocenie przyzwolenie na zabijanie dzieci uniemożliwia zbudowanie jakiejkolwiek hierarchii wartości w człowieku. - Nie jest możliwe życie moralne bez przyznania, że każdy człowiek ma prawo do życia. To jest pierwsze prawo człowieka. Jak powiedział Jan Paweł II wszystkie inne prawa bez tego nie funkcjonują. Jeżeli człowiek nie żyje to nie może dysponować innymi prawami. Prawo do życia jest podstawowym prawem człowieka. Na tym powinna opierać się moralność społeczeństwa – tłumaczy Borkowska-Kniołek.



Ksiądz Kieniewicz zaznacza jednak, że w świecie w którym można zabijać nienarodzone dzieci, wytwarza się w ludziach nowa moralność – moralność silniejszego. - Wyrażenie zgody na zabijanie niektórych ludzi w majestacie prawa prowadzi do powstania społeczeństwa w swej istocie totalitarnego, w którym rację mają najsilniejsi. Ci słabsi muszą liczyć na łaskę silnych, więc może im się uda, a może nie – zaznacza ksiądz Kieniewicz.



Mówiąc o skutkach zgody na zabijanie nienarodzonych dzieci duchowny wskazuje na zmianę mentalności ludzi. - To jest moralność, w której człowiek jest nastawiony na to, żeby tylko jego prawa, dobra i potrzeby były zaspokojone, bez oglądania się na innych. W naturalny sposób tworzy się wówczas model społeczeństwa konsumpcyjnego i utylitarnego. W społeczeństwie takim pojawia się chęć swoistego „nachapania się”: nasycenia się karierą, władzą, innymi dobrami. We wzajemnych relacjach pojawia się zawsze pytanie, na ile dana osoba jest mi przydatna. Jeśli jest przydatna, to może liczyć na moje względy. Jeśli nie jest – względów nie będzie – mówi ksiądz Piotr Kieniewicz. Przypomina znane powiedzenie, że mężczyzna musi spłodzić syna, zasadzić drzewo i zbudować dom. - Zdarza się, że dziecko ma zaspokoić potrzebę rodzicielstwa dorosłych i dla zaspokojenia tego pragnienia przychodzi na świat. Tu nie chodzi o dzielenie się miłością, ale o wykorzystanie dziecka dla własnego dobrego samopoczucia. Oto smutny przejaw mentalności, w której ludzi nie odchodzi drugi człowiek, ich obchodzi tylko ich własne „ja” - tłumaczy duchowny.






Zdecydujmy, kiedy człowiek jest człowiekiem



Zgoda prawna na zabijanie części dzieci nienarodzonych wiąże się z tym, że prawodawca ustala odgórnie, kiedy człowiek staje się człowiekiem, a kiedy jest tylko zlepkiem komórek, który można usunąć. To – jak zaznacza psycholog Tomasz Ochinowski – prowadzi o odarcia z tajemnicy początku życia człowieka. - Wprowadzenie do prawa zgody na zabijanie dzieci nienarodzonych oznacza, że początek ludzkiego życia przestaje być tajemnicą. Prawodawca rozstrzyga, gdzie to życie się rozpoczyna. W związku z tym naruszona zostaje bardzo ważna kategoria mentalności zbiorowej – szacunek wobec tajemnicy – mówi portalowi Fronda.pl. W jego ocenie prawna zgoda na zabijanie dzieci „uderza w dyskurs społeczny”. - Zgoda na zabijanie dzieci nienarodzonych idzie również wbrew psychologii prenatalnej. W ostatnim trymestrze ciąży rozwój psychiczny dziecka jest widoczny, jest do zbadania. Nauka wie, jak go wspomagać jeszcze przed narodzeniem. Wydanie zgody na zabijanie dzieci jest z jednej strony odarciem z tajemnicy, a z drugiej lekceważy dokonania nauki – tłumaczy psycholog. Ksiądz Romuald Jaworski dodaje, że zezwolenie prawne na zabijanie dzieci nienarodzonych jest pomieszaniem świata wartości. - Prawo: nie zabijaj, prawo ochrony życia jest prawem naturalnym. Każdy lekarz jest obowiązany chronić życie od początku do naturalnej śmierci. Państwo nie może narzucić, kiedy człowiek jest człowiekiem, a kiedy nie jest. Nie można powiedzieć, że zabójstwo człowieka jest zabiegiem leczniczym. To pomieszanie świata wartości. To jest wprowadzanie ludzi w błąd. Dziś każdy wie, że człowiek zaczyna się w momencie spotkania komórek rozrodczych męskiej i żeńskiej. To jest początek życia – zaznacza duchowny.



Sprawa publiczna



Przyzwolenie na zabijanie dzieci nienarodzonych ma wpływ również na praktykę życia codziennego zarówno całego społeczeństwa, jak i każdego człowieka. Witold Simon zaznacza, że badania pokazują trendy związane z negatywnymi dla społeczeństwa skutkami dużej liczby dokonywanych aborcji. - To wpływa na zdrowie psychiczne i psychologiczne społeczeństwa. Nie ma badań populacyjnych dotyczących tego wpływu. Dostępne badania w tym zakresie, wykonywane są na małej grupie osób. One pokazują pewne trendy związane z tym, że brak otwartości na poczęte życie może skutkować brakiem delikatności w relacjach międzyludzkich, brakiem szacunku dla osób słabych, chorych oraz wszystkich, którzy nie potrafią być niezależni – tłumaczy portalowi Fronda.pl. Podobnego zdania jest Tomasz Ochinowski. Zaznacza on, że „aborcja jest pewnego rodzaju przyzwoleniem na agresję, jako regulatora stosunków międzyludzkich”. - Przyzwolenie na zabijanie dzieci nienarodzonych jest przyzwoleniem na techniczne podejście do życia człowieka. Może to wywołać pragnienie panowania w ogóle nad prawem do życia. Może dojść do wytworzenia super człowieka, czy super pracownika. Sądzę na szczęście, że jest to obecnie nie możliwe, ale na pewno wytwarza złudne aspiracje. One mogą być groźne – tłumaczy psycholog. Zaznacza, że gdy „młody człowiek uświadomi sobie, że żyje w rzeczywistości, w której dopuszcza się zabijanie nienarodzonych dzieci, może uznać, że można instrumentalnie traktować życie ludzkie, że ono nie jest owiane żadną tajemnicą, że istnieje możliwość ingerencji w życie aż do jego zniszczenia”.



Tomasz Ochinowski wskazuje również, że duża liczba dokonywanych aborcji „wzmacnia poziom stresu w społeczeństwie”. - Syndrom postaborcyjny jest powszechnie znany, nikt go nie kwestionuje. Bardzo silnym jego elementem jest poczucie winy – mówi Ochinowski i zaznacza, że popularyzacja zabijania dzieci ma ogromnie niszczący wpływ na wychowanie dzieci. - Wtórnie aborcja może się przyczynić do większego zneurotyzowania społeczeństwa. Im bardziej to powszechne, tym więcej może być problemów wychowawczych. Obecnie ważnym elementem wychowania jest uczenie dziecka odporności psychicznej, radzenia sobie w życiu. Gdy dziecko wychowuje się w rodzinie, w której występuje syndrom postaborcyjny, znacznie mu trudniej uzyskać odporność psychologiczną. Ono jest wychowywane w atmosferze poczucia winy – zaznacza psycholog.



Aborcyjne społeczeństwo ma jednak kłopoty nie tylko w kwestii psychologii i moralności. Zaprzeczenie podstawowym prawom naturalnym daje wiele negatywnych skutków widocznych w innych aspektach życia. - Jeżeli człowiek nie ma silnego kręgosłupa moralnego, nie ma silnie wykształconej moralności, jest bardziej podatny na manipulacje, strategie oddziaływań propagandowych, reklamę, wpływy polityczne, medialne. Trudniej mu również wypracować własną wizję sensu życia. To ma wpływ na wiele aspektów życia – tłumaczy ksiądz Romuald Jaworski. Z kolei ksiądz Piotr Kieniewicz zaznacza, że zgoda na zabijanie najsłabszych powoduje pogardę dla słabych. - Jest to model przenikający całe życie społeczne. Kto jest w naszym kraju w stanie wywalczyć sobie prawa zawodowe? Tylko ten, kto ma wystarczająco silną pozycję, żeby zmusić do tego pracodawcę. Dziś mamy społeczeństwo, w którym wzajemne odniesienia są ukształtowane na gruncie walki i zmagania sił. Ci, którzy są silni, mają komplet dóbr i praw, a słabi mają niewiele, albo i nic. W moim przekonaniu jest to pokłosie braku szacunku na najsłabszych – tłumaczy duchowny.







Manipulowani i zapatrzeni



Prawo dopuszczające zabijanie nienarodzonych dzieci jest niszczące dla ludzi i społeczeństwa. Mimo tego współcześni ludzie zadziwiająco łatwo dają przyzwolenie na regulacje, które dopuszczają aborcyjne zbrodnie. Dlaczego tak łatwo ludziom wmówić, że kobieta powinna mieć prawo do zabicia swojego dziecka? - To wynika z naszej grzeszności. Mamy zadziwiającą skłonność do nabierania się na „opakowanie” grzechu. Nie dostrzegamy natury rzeczy złej, zapatrzeni w miraż korzyści. Dlatego łatwiej dostrzegamy korzyść z tego, że żyjąc w małżeństwie mamy podwójny dochód i nie mamy wydatków na dzieci, niż szkody jakie sobie wyrządzamy zamykając się na miłość wobec siebie nawzajem i wobec dziecka. Nie widzimy tego, że interesuje nas tylko koniec własnego nosa – tłumaczy ksiądz Kieniewicz. Z kolej Anna Borkowska-Kniołek zaznacza, że często ludziom brakuje wiedzy o ciąży i życiu prenatalnym. Dlatego – w jej ocenie – tak łatwo wmówić im, że człowiek zaczyna się nie w chwili poczęcia, ale później. W rozmowie z portalem Fronda.pl Borkowska-Kniołek zaznacza, że również w Polsce „brakuje nam świadomości i wiedzy w tej sprawie”. - Prowadziłam zajęcia na uniwersytecie. Gdy omawialiśmy aborcję i rozwój człowieka, wiele osób dziwiło się, że w 10. tygodniu ciąży człowiek już jest rozwinięty, że potem następuje tylko wzrost i doskonalenie organów. Oni byli zachwyceni i zadziwieni tym. Sądzę, że to właśnie wykorzystują aborcjoniści, feministki – mówi nasza rozmówczyni. Zaznacza, że do braku wiedzy dołączają silne manipulacje medialne w tym obszarze. - W sondażach pyta się ludzi, czy kobieta ma prawo do przerwania ciąży. Wcześniej znajdują się pytania o prawo do pracy, przyjemności. I w tym bloku znajduje się pytanie o prawo do aborcji. Ludzie automatycznie odpowiadają, że tak – kobieta ma prawo do aborcji, bo jak można ograniczać jakieś prawa kobiecie. Jeśli jednak zadamy pytanie z punktu widzenia dziecka, wyniki są skrajnie inne. Wtedy ponad 90 procent respondentów odpowiada, że dziecko ma prawo do życia. Często mówi się o aborcji, jako prawie kobiety. Pomija się prawo do życia dziecka – tłumaczy Anna Borkowska-Kniołek.



Ksiądz Piotr Kieniewicz zaznacza natomiast, że w Europie Środkowej widoczne jest również pewne zafascynowanie Zachodem. - Daliśmy się nabrać na obraz bogatego społeczeństwa świata zachodniego, w którym wszyscy mają pieniądze, domy, nie ma chorób. Taki obraz sączy się nam z seriali. To jest model społeczeństwa, w którym każdy jest skoncentrowany na sobie. I niestety, to się nam spodobało. Daliśmy się w to „wkręcić”. Okazuje się jednak, że tak się zaplątaliśmy, że nie umiemy już inaczej myśleć, jak tylko w kategoriach tego, co się ma. Papież Jan Paweł II wiele razy mówił nam, że ważniejsze jest „być” niż „mieć”. I my, gdy nic nie mieliśmy i odbierano nam prawo do „bycia”, klaskaliśmy papieżowi. Gdy w 1989 roku odzyskaliśmy „być”, byliśmy dumni. Jednak potem podsunięto nam, że można „mieć”. I zostawiliśmy „być”. Bo „mieć” jest, fajnie, ono daje miraż wolności. Daliśmy się na to nabrać, jak wcześniej społeczeństwa Zachodu... - mówi duchowny.



Idąc za mirażem życia w bogactwie, komforcie i lenistwie i my w Polsce doszliśmy do zgody na zabijanie nienarodzonych dzieci, na praktykę, która niszczy życie dziecka, jego rodziców oraz całego społeczeństwa, które daje zgodę na mordowanie najbardziej niewinnych ludzi. Weszliśmy na drogę do zatracenia. Jedynym skutecznym sposobem, by z niej zejść, jest wprowadzenie zakazu wykonywania zbrodniczych praktyk aborcyjnych. Tylko to pomoże nam zbudować zdrowe społeczeństwo, oparte na miłości do bliźniego, w którym widoczna jest afirmacja życia, a nie egoizmu.



Stanisław Żaryn

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/aborcja_to_publiczna_sprawa_-_slider_na_srode_14024






  • POSEŁ PIOTR URUSKI
  • POSEŁ PIOTR BABINETZ

Biuro czynne
od poniedziałku do czwartku godz.9-16.30

tel./faks: +48 13 4634 334